Gość w kapeluszu

0
733

Zbigniew H. przeciętny raczej prlowski poeta, którego ominął Nobel, myślał o własnej pracy i jej wytworach wręcz perfekcjonistycznie. Nie miał łatwego życia. Szybko dał poznać odbiorcom, krytykom (i cenzurze) należyte opanowanie artystycznego warsztatu. Co słusznie rozpoznał jako obiektywne i nieodparte zapotrzebowanie na jego sztukę oraz przepustkę do totalnego uwolnienia własnych talentów.

Upewniały go w takim spojrzeniu na samego siebie koncerty zapełniające wielkie sale, publikacje w ogólnopolskiej prasie, a nawet telewizyjne i radiowe wywiady.
Z drugiej jednak strony powstawało niepokojące, i niesprawdzalne, wrażenie, że Zbyszek staje się pupilem władzy, która dopuszczając go do głosu w jeszcze nie bardzo pluralistycznej prlowskiej rzeczywistości, kreuje jakąś złudę idola, miraż, z pomocą którego będzie chciała wziąć pod kontrolę niemałą część społeczeństwa, czyli wyznawców sztuki Zbigniewa H.
Kłopot.

 

Zbyszek…

…więc tworzył, ale w jego pracę zaczęła włączać się instytucja z ulicy Mysiej. Widziała owa instytucja aluzje tam, gdzie ich nie było, czepiała się słów jednoznacznych, które jakoby wieloznaczne nazbyt były. Z tekstów miary Boba D. czy też Leonarda C., czyli uniwersalnych, o co Zbigniew H. bardzo się starał – w efekcie kompromisów z cenzorami wyłaniały się jakieś historyjki indywidualistyczne, by tak rzec. O jednostce – niekiedy zagubionej, kapryśnej czy rozmarzonej (na przykład, żeby nabyć w drodze kupna parowóz). Albo podejmujące tematy, które na naśladowanym wówczas maniakalnie Zachodzie dawno już się wypaliły i docierały do prlu w nielegalnie wwożonych książkach – o tym, jak być sobą, albo jak nie bać.

Po tamtym…

…czasie pozostały nadzwyczaj rzadkie odrzucone maszynopisy (komputerowe drukarki to jeszcze nie wtedy – oj, nie), które łatwo skonfrontować i porównać z oficjalnymi wersjami utworów przyjętych i dopuszczonych. Właśnie odkryto taki zakwestionowany tekst, w którym pojawiają się uratowane spod nożyc cenzora i przeniesione do utworu słusznego całe frazy artystycznej wypowiedzi dość znanej w swoim czasie. Nie podpowiemy, jakiej. To może być dla Czytelników Piastowskiej mała zabawa na letni czas. Widać, że Zbigniew H. miał ambicje opisywać życie w całej rozciągłości, zamierzał przestrzegać niczym starodawni prorocy, lecz sprowadzony został przez urzędników do roli tekściarza zaledwie.
Gdyby udało się Państwu rozpoznać, jaki oficjalny utwór powstał po zmasakrowaniu podanego niżej, proszę pisać komentarze (może redakcja ufunduje nagrodę – jakiś bilet na koncert?).
Zapraszamy do zabawy.

Gość w kapeluszu

Wiem, że żyje w moim mieście
gość, co w kapeluszu śpi.
Jadał kiedyś jajka w cieście,
teraz marzy, aby głowę zabrać mi.
Gość, co w kapeluszu śpi.
Gość, co kapelusze śni.
Gość w kapeluszu, yeah !

Dzieje się coś,
pod kapeluszem,
wiruje tak,
jakby własnej głowy pod nim nie miał gość.
Coś dzieje się
pod kapeluszem,
jakby zamiast głowy właśnie nosił go.

Wiem, że żyje w twoim mieście
gość, co w kapeluszu śpi.
Ludzkich głów ma już kolekcję,
ale marzy, aby jeszcze twoją zabrać ci.
Gość, co w kapeluszu śpi.
Gość, co kapelusze śni,
gość w kapeluszu, yeah!

Coś dzieje się
pod kapeluszem,
obraca nim,
żeby dowieść, że używa głowy – i
dzieje się wciąż,
uważać musisz,
by w kapelusz nie zamienił głowy ci.

Wiem, że żyją w każdym mieście
goście, co śnią dziwny sen od lat,
żeby było tak jak wcześniej,
żeby głowy jawnie ścinał kat.
Ci, co w kapeluszach śpią.
Ci, co kapelusze śnią.
Goście w kapeluszach, yeah!

Dzieje się coś,
z kapeluszami,
wirują tak,
jakby głowy ludziom obciął ostry nóż.
Dzieje się coś,
jakby kapelusz
ludzie dawno mieli zamiast głowy już.

Gość, co w kapeluszu śpi.
Gość, co kapelusze śni.
Gość w kapeluszu, yeah!

O. Bywatel

Zostaw komentarz

Proszę wpisz swój komentarz
Proszę wpisz swoje imię