Gawędziarz w bibliotece

0
561

Pecha mam czy nosa – sam nie wiem. Z kulturalno-oświatowej oferty naszej zachwycającej Legnicy korzystam, kiedy czas pozwoli, czyli z rzadka. Przeważnie – szczęściem, czy nieszczęściem – trafiam na nestorów, weteranów, zasłużonych albo mocno docenianych.
Fotograf, wydawca, naukowiec, oficer.
I, może taka u mnie natura upierdliwa i nieznośna – nie wiem: usłyszę, zobaczę zazwyczaj coś wbrew, co ciśnie, boli, śmieszy i peszy.

Tak na mnie przeważnie działają swoimi wystąpieniami lokalni piewcy tak zwanej Małej Moskwy, opowiadacze bajań o wspaniałości PRL, tropiciele zbrodni PiS i uśmiechnięci serduszkowcy, platfokoalicjoniści – liberały, aktywiści i wszelkie pleomorficzne społeczno-polityczne hermafrodyty.

Zapowiadana…

…druga już kolei gawęda prowadzona w LBP przez Wojciecha Morawca miała być poświęcona Piastom Legnickim.
Tak było napisane na afiszu: Spotkanie z pasjonatem historii Wojciechem Morawcem – cykl „Gawędy o… Piastach Legnickich”.
Pasjonata
Morawca kojarzę i wiążę nieodmiennie z niefortunną jego oceną pisarstwa Zofii Kossak, dokładniej debiutanckiej Pożogi, w której miała obrazić braci Ukraińców. Obraźliwe, według Wojciecha Morawca miało być jej opowiadanie, jak Ukraińcy splądrowali jej rodzinny dom w Nowosielicy. Pamiętam tę kawiarenkową dysputę w teatrze – zanim podano pierogi, opowiadano wówczas o opuszczających Legnicę Rosjanach, którzy koczowali na lotnisku zamiast w jakimś legnickim hotelu. Bestialstwo po prostu! Nie rosyjskich władz zapominających o swoich czynownikach za granicą, lecz legnickich włodarzach, którzy nie zaopiekowali się sierotami po ZSRR. Zgroza. Pierogi trochę podreperowały nerwy poruszonych losem porzuconych na lotnisku.

Pomyliłem…

…wszakże godziny i dotarłem na Piastowską tuż przed osiemnastą zamiast o siedemnastej. Właśnie, tak pod koniec, prelegent nawoływał, żeby używać słowiańskich nazw Żytawa i Budziszyn zamiast tych zniemczonych: Bautzen i Zittau. I zaraz też stwierdził, że Łużyczanie mocno bronią swojej kultury i historii. Hm.

O ile pamiętam z własnych podróży, to słowiańskość tuż za granicą widać jedynie w dwujęzycznych tablicach informacyjnych an der Straße. A wyszukiwarka notuje placówki kulturalne i szkoły w Chociebużu i Budziszynie. Tylko. Nie byli dla Słowian tych ziem zbyt czuli i opiekuńczy enerdowcy z okresu słusznie minionego, a tamtejsi Słowianie mają obecnie tylko jedną niemiecką gazetę ukazującą się w języku dolnołużyckim – „Nowy Casnik”.

Słabo coś się bronią – pomyślałem.
W ogóle ta gawęda taka była jakaś… . Niby wykład, niby co. Jak by tak porównać ją z resztkami zatrzymanych w pamięci wykładów profesora Woronczaka, który ustalał godzinami jakiś szczegół z historii języka, to ten wywód z LBP, no – nie.

Ale nie o to idzie, ile kto wie. Chociaż może jednak o to właśnie.
Bo sądy podawane w książkach z zastrzeżeniem ich niepewności, informowaniem o trudnościach z weryfikowaniem czy falsyfikowaniem, prelegent tego wieczoru podawał jako raczej pewne.

A przynajmniej…

…nieopatrzone wyraźnymi zastrzeżeniami, obiekcjami.
Gawęda, jak gawęda – kluczy meandruje, dygresje rozwija. W to ten sposób podczas opowieści o Piastach rzekomo legnickich zawędrowaliśmy na południe – aż do Chorwacji, skąd jakoby wywodził się kronikarz Anonim, niesłusznie przez naukę i tradycję zwany Gallem (czyli Francuzem). Bo miałby być Chorwatem. Jest taka koncepcja.
Ale są i inne.
Emerytowany w końcu oficer LWP to nie profesor. Oczywiście.
Najmocniej zadziwił ostatni slajd tej gawędy (?) z tekstem jak następuje:

Jawi mi się też pytanie – jak wyglądałaby Europa dzisiaj, gdyby nie było germańskiej nawały, która pod płaszczykiem nawracania na chrześcijaństwo rabowała ziemie, uprowadzała ludność w niewolę, wynaradawiała?

Gdyby nie ekspansja chrześcijaństwa, krwawo wspomagana przez plemiona germańskie, może mielibyśmy zjednoczona Europę, gdzie trzonem nie byłyby Niemcy, Francja i Wlk. Brytania, tylko Słowiańszczyzna?

Czy to jakaś późna wersja panslawizmu?
Brzmią w tym pytaniu gawędziarza-pasjonaty echa poglądów profesora Wojciecha Kętrzyńskiego wyrażonych w wykładzie z 1900 roku zatytułowanego О Słowianach, mieszkających niegdyś między Renem a Łabą, Salą i granicą czeską, w którym upatrywał opresji Słowian ze strony Kościoła i z drugiej żywiołu niemieckiego: Ponieważ panowie niemieccy gardzili Słowianami, a duchowieństwo niemieckie, jak i dziś jeszcze w stronach z ludnością mieszaną, miało odrazę do wszystkiego, co słowiańskie, więc germanizacya zaczęła się równocześnie z dwóch stron, tylko, że Kościół wywierał nacisk silniejszy, bo już nowonarodzonemu nadawał imiona niemieckie.

Zainteresowania…

…Wojciecha Kętrzyńskiego stykiem słowiańskie-germańskie wydają się zrozumiałe. Jak pisze Maciej Dorna w artykule poświęconym Kętrzyńskiemu https://mediewisci.lhdb.kul.pl. oparte są na osobistych doświadczeniach badacza. Ale pytanie z ostatniego slajdu gawędy Wojciecha Morawca – zwłaszcza jego druga część (posklejajmy to: Jak wyglądałaby Europa dzisiaj, gdyby nie ekspansja chrześcijaństwa, krwawo wspomagana przez plemiona germańskie, może mielibyśmy zjednoczoną Europę, gdzie trzonem nie byłyby Niemcy, Francja i Wlk. Brytania, tylko Słowiańszczyzna?) – brzmi symptomatycznie.

Zaryzykowałbym w tym miejscu próbę odpowiedzi i powiedziałbym – prawda, że trochę wymijająco i zamiast, że nie wiadomo, czy Wojciech Morawiec mógłby zabierać głos, bo ta nawała chrześcijaństwa dała, zdaje się, Europie – na przykład biblioteki. Trochę podobne do tej, która gości Wojciecha Morawca jako gawędziarza. Wspólny ponadto język nauki, dyplomacji, literatury. Także systemy, pojęcia, filozofię, jakie takie pojęcie o prawie. Ponadczasowe, ponadjęzykowe bajania o rycerzach. Sporo wiedzy o architekturze. Też.
Można by sądzić, że Europa dzisiaj mogłaby w ogóle nie wyglądać. Z powodu prącego z południa islamu, na przykład – czy to wcześniej z Afryki, czy później z Bałkanów.
O powodach mongolskich też można by wspomnieć.
O przybyszach z północy, których tak wyraziście opisują Sagi.

Bez styku chrześcijaństwa…

…z antykiem, jak się zdaje, nie byłoby nazwy Europa w ogóle w języku (?) tej słowiańskiej kooperatywy. O jednoczącej roli chrześcijaństwa w Europie lepiej zapewne tu nie wspominać: pytanie jawiące się prelegentowi-gawędziarzowi kieruje się w stronę myśli, że słowiańskie bóstwa skutecznie zapobiegłyby w tej Europejskiej Unii Słowian podbojom, handlowi ludźmi, wojnom i analfabetyzmowi. Nie byłoby pieniądza, wszystkim dzielono by się według potrzeb, środki produkcji byłyby wspólne, a cała władza byłaby w rękach rad.
Baju. Baju.
Z drugiej strony jawiące się gawędziarzowi pytanie(a) są jakieś sprzeczne. Bo nie wiadomo dokładniej, czy to germanie podszyli się pod chrześcijaństwo i tak podbili (jednoczyli) Europę (germańska nawała, która pod płaszczykiem nawracała na chrześcijaństwo), czy to chrześcijaństwo wykorzystywało germanów (ekspansja chrześcijaństwa, krwawo wspomagana przez plemiona germańskie) jako przemocowe instrumentarium.
Manus manum lavat – mógłby w języku zgwałconej przez chrześcijan i germanów Europy odpowiedzieć gawędziarz Morawiec.

Jak by to brzmiało ubrane w rekonstruowaną mowę Słowian – nie wiadomo.
Spece od staro-cerkiewno-słowiańskiego mogliby to ułożyć.
Tylko po co – skoro jest łacina (Honi soit qui mal y pense) ?
Nie wiem, czy pójdę na zapowiadaną kolejną gawędę o Piastach, mogłyby znów otworzyć mi się jakieś skojarzenia, przypomnieć teksty i czar gawędy pasjonata Morawca mógłby prysnąć jak mydlana bańka. Albo opowieść, wbrew złożonym obietnicom, skręci w nieoczekiwanym kierunku, albo zamiast gawędy okaże się referatem o odwiecznej przyjaźni bratnich narodów słowiańskich pod kierownictwem jednego z nich zwłaszcza? I koniecznym, historycznie uzasadnionym słowiańskim sojuszu?

O zamieszaniu…

…w pojęciach, myśleniu o historii, chrześcijaństwie zwłaszcza, o tym, czym jest gawęda i niemałym bałaganie, którego w gawędzie, wbrew pozorom nie ma (vide: M. Wańkowicz) – nie wspominam.

Chyba sobie odpuszczę.

Adam Kowalczyk

Zostaw komentarz

Proszę wpisz swój komentarz
Proszę wpisz swoje imię