Europa dawniej i dziś

0
333

Numer, jaki ostatnio wyciął Parlament Europejski bundesekanclerzowi i sprzedawcom folkswagenów w związku z umową Mercosur albo żale na Urszulę v.d. L. mogą wydać się zdarzeniami błahymi.

Przecież w każdej firmie zdarzają się spory czy konflikty w kierownictwie. Zawsze też może dojść do precedensowych sytuacji, które noszą znamiona buntu.

Może tak być, ale nie musi.

W związku…

…z zaległościami, jakie powstały na moich kontach legnickich wypożyczalni, powstała konieczność pilnego uiszczenia. Czyli złożenia wizyt w bibliotekach. I przy okazji regulowania należności zatrzymałem się przy regale z książkami za złoty polski.

Znak z 2003 roku miał całkiem europejski profil, tytuł i temat miesiąca: Gdzie jest Europa? Intrygujące – nieprawdaż? Odpowiedzi na to pytanie poszukiwano na rok przed przystąpieniem do Unii. Sporo ciekawych tekstów.

I choć minęło już ponad dwadzieścia lat – i od wydania tamtego Znaku, i narastającego wówczas podniecenia zbliżającym się referendum akcesyjnym (7/8 czerwca 2003), głośne naonczas nazwiska, tematy i problemy – wciąż są jakby aktualne, ciągle na pierwszych stronach, stale obecne.

I tak, kolejno – marszałek Sejmu, któremu wcale się nie dziwię, że nie poddał się (wbrew prawu jednak) procedurze pozyskania świadectwa bezpieczeństwa, bo nadweręża pamięć, nudzi i trochę strach – był bohaterem analizy Danuty Sosnowskiej, która zajmowała się następstwami tzw. afery Rywina.
W Przestrzeni mowy publicznej obecny marszałek scharakteryzowany został tak: Pan Czarzasty, urzędnik w stopniu ministerialnym, mianowany na stanowisko przez Aleksandra Kwaśniewskiego, bez żenady stwierdza, że prezydenta w sprawie wezwania do dymisji słuchać nie musi. Ma przecież swój rozum. A także – dodaje Danuta Sosnowska – poczucie bezgranicznego samozadowolenia i pewności siebie.

Lata mijają…

…kolorowe sweterki (wstąpiły się?) zostały zamienione na garnitury, a człowiek wciąż ten sam i taki wciąż sam. Ironizowanie pani Sosnowskiej ma bardzo gorzki posmak, bo Pan Czarzasty jest przywoływany jako jeden z rujnujących w tamtym czasie przestrzeń mowy publicznej.
Postać groteskowa, a zarazem groźna.
Dzisiaj? Jego obwieszczenie, że nie wie nic o własnych czynach niebezpiecznych dla RP – wypełnia znamiona. Jak nic.
Henryk Woźniakowski usiłując zdefiniować Europę, z kolei, wymienił, pokrótce, pięć kryteriów przydatnych w tej mierze. Geograficzne, historyczne, kulturowe, polityczne oraz normatywne.

Jakkolwiek…

…każde z nich rozwijał w niejakim conieco i stwierdził: wszystkie wspomniane drogi definiowania zmierzają w jednym kierunku i z każdej z nich można wielowymiarowy przedmiot definiowany obejrzeć pod nieco innym kątem, co ostatecznie przybliża nas do – zapewne nigdy w pełni nieuchwytnej – prawdy o Europie – wyłączył jednak spośród kryteriów to ostatnie – normatywne. Głosi ono: Europę przyszłości definiuje się niekiedy przy pomocy kategorii normatywnych. Europa – powiada Gerard Gelanty – jest kulturowo pluralistyczna i staje się postnarodowa. Należy zatem odrzucić wszelkie próby etnokulturowego, substancjalnego określania Europy i odwołać się do idei postnarodowego obywatelstwa, angażującego obywateli do nie tylko formalnego udziału w życiu publicznym i budowaniu instytucji wielokulturowej Europy.
Czy wykluczenie tego kryterium z zestawu pomocnego w definiowaniu Europy – w 2003 roku, podyktowane było ostrożnością Henryka Woźniakowskiego, czy też radykalnym wówczas postawieniem sprawy przez trochę mizernie reprezentowanego na polskim rynku czytelniczym i edytorskim profesora socjologii i myśli społecznej i politycznej na Uniwersytecie Sussex (246. miejsce w najnowszym rankingu QS World Rankings 2025)?

Dzisiaj…

…postulowanie postnarodowego, odrzucanie etnokulturowego nie szokuje zgoła, nie oburza, a głosy o sprowadzaniu Europejczyków z innych kontynentów w celu budowania lewicowego elektoratu jako przeciwwagi dla prawicowo-konserwatywnej strony to koncepcje głoszone właśnie oficjalnie i śmiało. W 2007 roku Maciej Rybiński szydził: Aby być dzisiaj dobrym Europejczykiem, można pochodzić z Patagonii albo z Mauretanii. Dodał także inne kryteria: trzeba być jeszcze zwolennikiem aborcji i małżeństw homoseksualnych. I jeszcze kilka następnych, których cytowania Czytelnikom Piastowskiej oszczędzę, bo o tak pojętej europejskości do znudzenia nauczają ideolodzy emancypacji. Czas mija, a gadka trwa. Bez niedomówień i oporów.

Z kolei dwa teksty: Idea Europy Czesława Porębskiego oraz rozmowa z Zygmuntem Kubiakiem Civis romanus sum.

Ta łacina – to oczywiście św. Paweł. Jest w tej deklaracji i to rzymskie, i to chrześcijańskie, co dziedziczy Europa, czy chcą tego Europejczycy z EPP oraz rodzimi postempowcy i modernizatorzy, czy nie. Oprócz jednak ustalania, co mamy z tych, qui ante nos, zwraca Zygmunt Kubiak uwagę jedną poboczną z pozoru, drobną, lecz wielce urodziwą kwestią. Po przypomnieniu jego sporów z profesorem Tadeuszem Zielińskim, który w bardzo silny sposób podkreślał, że pierwszorzędnym i najważniejszym źródłem kultury chrześcijańskiej Europy jest właśnie tradycja grecko-rzymska, Zygmunt Kubiak odpowiada: Po głębszych studiach moje przekonanie bliższe jest stanowisku profesora Zielińskiego. Podstawą Europy jest jednak przede wszystkim tradycja grecko-rzymska.

Co tu urodziwego?

Ano to, że autorytety są uznawane i uznają się nawzajem, i że możliwy jest między nimi konsens. Że dochodzi się do niego po głębszych studiach. Jest w rozmowie z Zygmuntem Kubiakiem sporo pięknych stwierdzeń, które nie sczezły i długo jeszcze pozostaną prawdziwe.
Dopełnić tę rozmowę może doskonale tekst Czesława Porębskiego – rozpisana na 14 punktów Idea Europy.

Na przykład w kwestii prawa cytowany jest Rocco Butiglione: Dotychczasowe stanowisko pozytywizmu prawniczego: ostatecznym źródłem prawa jest wola prawodawcy państwowego, nie może się ostać. Jednocząca się Europa rezygnuje z dotychczasowego wyobrażenia o suwerenności państwa i absolutnej swobodzie państwowych regulacji prawnych. Jego miejsce musi zająć jakaś wersja przekonania o nadrzędności porządku moralno-prawnego.

Albo sprawa zapaści demograficznej Europy, której usiłowała onegdaj zaradzić była kanclerz z jaskrawie dzisiaj widocznymi skutkami. Hodowla nowego elektoratu lewicy musi przecież uwzględniać i to zagadnienie. Oraz związaną z nim kwestię islamu. Cytowany przez Czesława Porębskiego Bassam Tibi pisał: Nie można obejść postulatu, by muzułmanie zrewidowali swoje rozumienie tolerancji i pokoju w sensie akceptacji pluralizmu i by zrezygnowali z dżihadu jako podboju.

Świeżuteńki wywiad…

…z profesorem Ryszardem Legutką zawiera w tej sprawie trzeźwą ocenę propagatorów tzw. podmiany populacji: Ci głupcy nie biorą pod uwagę tego, że ci ludzie (Europejczycy z Mauretanii – p. aut.) mogą się zabrać także za nich, za tę lewicę, bo dlaczego by nie? To dowodzi jakiegoś kompletnego upadku, patologizacji życia politycznego w dzisiejszej Europie, czy wręcz na Zachodzie. Lewica stoczyła się w stronę nowej formy bolszewizmu, myślenia opartego na fanatyzmie, opartego na głupocie i nienawiści do dziedzictwa kulturowego, na dążeniu do oczyszczenia świata z jakichś wrogów.

Znak nr 576, maj 2003 rok. Warto.

Cóż, nie pierwszy raz wykonuję tu jakiś dziwaczny z pozoru przegląd makulatury sprzed lat.

Czy na darmo?

Myśl, że wspomniane na wstępie zakłócenia projektu Europejskiej Partii Postempu (EPP) doprowadzi do jakiegoś otrzeźwienia europejskiego kierownictwa byłaby naiwnością, oczywiście.

Czy zostało więc tylko milczeć przytomnie/I patrzeć?

Niekoniecznie.  Mamy półmetek.

Adam Kowalczyk

Zostaw komentarz

Proszę wpisz swój komentarz
Proszę wpisz swoje imię