Towarzystwo

0
312

Do podgrzewania atmosfery w związku z kradzieżą i dewastacją figury Marszałka Rokossowskiego włączył się „Sputnik”. Rosyjski periodyk. Zamieszcza kilka wypowiedzi osobistości, którym powierzono troskę o wizerunek Rosji. Kłopot jest wielokrotny – jak się okazuje.

Główny to ten, jak złapać wandala. I to jest kłopot polskiej policji.Nasz. Co do tego Sputnik ma? Nic. Kłopot inny, ważniejszy – jest wytwarzany i jak zwykle zauważamy tu zagrywki drażliwością kustoszy pamięci ZSRR. Chodzi o pomnik. To znaczy o nazwę, nie obiekt. Z tymi pomnikami w Legnicy cały ambaras.

Bo na przykład tak: kiedy złodziej ukradnie z muzeum monstrancję, to kradnie przedmiot liturgiczny w pierwszym rzędzie, w drugim zaś – muzealny? Czy na odwrót? Posługiwanie się pojęciem „pomnik” w związku z figurą Marszałka jest mocno niezasadne. Dopóki pomnik spełnia funkcję upamiętniania, dopóty można go tak nazwać. Jeśli tzw. pomnik wdzięczności z PL. Słowiańskiego może stać na wolnym powietrzu w przestrzeni publicznej – to znaczy, że nie jest już pomnikiem w tamtej dawnej funkcji, kiedy Rosjanie po ślubie fotografowali się pod nim. Albo z powodu wielkiej socjalistycznej paradowały pod nim kompanie reprezentacyjne. Podobnie statua Rokossowskiego – skoro może stać, to znaczy przestaje byś pomnikiem, bo w myśl ustawy dekomunizacyjnej nie ma prawa. Jeśli zaś stoi w lapidarium – jest wyłącznie obiektem muzealnym,a sprawa kradzieży jest kryminalna, a nie polityczna.

I „Sputnik”, w którym mówi się o „pomniku” w rozumieniu obiektu nie muzealnego, lecz spełniającego funkcję upamiętniającą, najwyraźniej nie informować chce, lecz dezinformować w związku z wandalizmem w Legnicy.

Z pewnością nie jest tak, że wszystkie objęte działaniem ustawy dekomunizacyjnej obiekty schowano do lapidarium i tam zaznają czci utajonej, praktykowanej przez wtajemniczonych. To jest część muzeum i ani parady, ani akademie, ani wiązki kwiatów czy inne formy czołobitności nie mogą być tu praktykowane.

Wątpliwe, czy figura Rokossowskiego w Uniejowicach była traktowana w ten sposób. Była obiektem muzealnym. I tyle.

Dlatego obecne w „Sputniku” wątki o nagonce, barbarzyńskim traktowaniu pamięci, złej atmosferze i tak dalej – są kompletnie nietrafione. Jeśli ktoś robi w tej sprawie „atmosferę”, to właśnie „Sputnik” poprzez takie przekłamania i manipulacje językowe.

Utrzymywanie, że statua Marszałka, gdziekolwiek by nie stała, wszędzie jest pomnikiem i w każdym usytuowaniu spełnia swoją upamiętniającą funkcję jest nie do przyjęcia. Nie z powodu decyzji politycznych i prawnych rozwiązań, lecz z istoty funkcji upamiętniania wpisanej w jakiś obiekt lub jej braku. A tę statua straciła ex lege. Stąd narzekanie na niesprzyjającą atmosferę dla sowieckich pomników w Polsce w związku z dewastacją w Legnicy jest bardzo niewłaściwe.

Od kiedy Rosjanie wystrzelili swojego satelitę przed Amerykanami i nazwali go Sputnikiem, ten wyraz stał się nazwą własną i zwykle tłumaczy się jako „sztuczny satelita”. Ale to wyraz pospolity języka rosyjskiego i oznacza „współtowarzysza” w drodze, w życiu. Kogoś, kto razem z kimś przemierza drogę.

Byłoby dobrze wreszcie podziękować za takie współtowarzystwo, współtowarzysza i nadzorcę tak jak podziękowaliśmy za prezenty, które pozostawiono tu tak licznie po sobie po 1993 roku.

Jeden długi pociąg na „Jedwabnym szlaku” zapakowany resztkami sowieckiej okupacji Polski mógłby być jakimś rozwiązaniem.

Adam Kowalczyk

Zostaw komentarz

Proszę wpisz swój komentarz
Proszę wpisz swoje imię