Sowietów czar (IV)

20
876

Mijały lata, Legnica i Oni – sowieci, żyli z nami, często pomagali w różnych sytuacjach.

Wspominam groźny pożar klasztoru i kościoła św. Jana, było to chyba w marcu 1966 r.

Kościół gasiło kilkanaście zespołów straży pożarnej, ale mimo to pożar zajmował coraz to większe zasoby klasztorne. Zapaliła się jedna z wież, do akcji przystąpili sowieci, ugasili ogień i gdyby nie ich interwencja to zabytkowy obiekt sakralny stałby się pogorzeliskiem. zaimponowali akcją i sprzętem do gaszenia, jakiego w mieście nie było.

Społeczeństwo…

…Legnicy było bardzo zróżnicowane, ale też świetnie zintegrowane, funkcjonowały obiekty sakralne dla obrządków prawosławnego, rzymsko-katolickiego, ewangelicko augsburskiego, zielonoświątkowców i baptystów, skrycie ale wszędzie docierali Świadkowie Jehowy, natomiast społeczność żydowska jeździła chyba do synagogi we Wrocławiu. Większość tych obiektów funkcjonuje do dzisiaj.

Dobrze się miał „mały rynek” przy ulicy Partyzantów. Tam przeprowadzano niekiedy bardzo poważne transakcje, kwitł handel złotem i diamentami. Przedstawię teraz kilka epizodów wziętych z życia i moich doświadczeń.

EPIZOD I. Babcia z lasu

Któregoś tam dnia, zainspirowany ich mentalnością, kulturą i chęcią poznania tego wszystkiego „live”, ale nie tylko, bo oto wylazła ze mnie ta druga natura, która towarzyszy większości homo sapiens – kuriozalna potrzeba imponowania, szpanowania i pokazania się u nich jak samiec, przywódca stada baranów, tylko, że bez stada… czyli w osobie samego barana. W międzyczasie mój status społeczny w Legnicy zdołał się wspiąć na kolejny szczebelek drabiny, a namacalnym i wizualnym tej sytuacji dowodem byłem ja i mój mercedes „puchatek”, nabyty za zarobioną kasę na „saksach”. Oto mając w kieszeni adres poparty zaproszeniem od mojego ruskiego Przyjaciela z Legnicy, który wraz z rodziną opuścił Polskę po zakończeniu działań misyjnych – wyruszyłem w moją pierwszą podróż do Leningradu (St. Petersburga). Nie było już we mnie niechęci do nich, była chęć poznania jak żyją, jak się odnajdują po latach spędzonych w Polsce. Muszę teraz stanowczo wyjaśnić i sprostować pewien wyraz, którego użyłem w moich pierwszych odcinkach – ICH POBYT TO NIE BYŁA OKUPACJA – to było stacjonowanie ich wojsk w ramach porozumienia o obronności i niezależności terytorialnej naszych odzyskanych ziem zachodnich.

Teraz mamy…

… amerykańskich „okupantów” ale także za porozumieniem stron. Różnica jest tylko taka, że tamta „okupacja” była mniej kosztowna i bardziej wartościowa kulturowo. Bujając się na kapitalistyczno-imperialistycznych resorach merca wjechałem na teren ZSRR przez dzisiejszą Litwę… Krótki pobyt w Wilnie, nocleg, a jakże – w hotelu najlepszym w mieście dla przywódcy wiadomego stada… Recepcjonistka rozgadała się po polsku, ale na tym się skończyło, aczkolwiek pokój miałem z „kingsize”.

I takimi drogami tez jeździłem

Czasem bezgraniczne ubóstwo (tak jest też i u nas), ale otwarte serca…

Jest i bogactwo, ale to już inny świat, urzędniczej oligarchii, która nie przywita chlebem i solą bezinteresownie…

 

Następnego dnia pojechałem dalej jeszcze nie podzielonym ZSRR. Było jakoś pod wieczór, padał drobny deszcz, przystanek autobusowy po drodze, bez wiaty i babcia czekająca… Zatrzymałem się i zapytałem gdzie babcia chce jechać i z tego co do mnie dotarło to „tylko czterdzieści kilometrów”. Babcia usiadła obok mnie, wręcz zapadła się w kapitalizm na kółkach i poczułem jakże znany i kochany nam Polakom zapach alkoholu.

W mieście po drodze, okolice targowiska miejskiego

 

Starowinka…

… zaraz przysnęła a ja liczyłem kilometry. Gdy już było 40 obudziłem babunie pytam – to tutaj gdzieś? – niet, niet eto dalsze…. i zasnęła. Jasna cholera, a żeby cię. Po drodze od wyjazdu z przystanku tylko las po lewej i las po prawej.  Pomyślałem w końcu, zawiozą babcię do Leningradu dam kasiore na bilet. Wróci tam gdzie chciała. Luuuudzie – jechała ze mną 240 kilometrów! Obudziła się sama w pewnym momencie i widząc las po lewej i prawej mówi – „Prosze sie zatrzymać tutaj”.  Normalnie BABA JAGA z lasu pomyślałem, ale nie całkiem, bo oto jakaś leśna dróżka, niepozorna jest. Pytam babcię czy ma w tym lesie domek i jak daleko – „Eto niedaleko, piat kilometrow i wot nasz posiolok kolchoznyj”.

Bardzo późno już i ciemno więc wiozę ją przez chaszcze (jaki piękny jest ten nasz polski język) i faktycznie jest posiołek – miasto kurde z kinem, szkolą, domem kultury itd, ect.

Babcia wysiadła, już trzeźwa i mówi żeby poczekać to zaprosi mnie na herbatkę, tu mieszka jej syn z żoną i wnuczkami. Chwilę później w ciasnej kuchni, podano herbatkę, otwarto pokaźną lodówkę, a w niej chyba ogórki, słonina, jakaś ryba… Ale na lodówce szklany 20-litrowy słój z żółtym płynem.

Czym chata bogata – w gościnie Polski Inostraniec…

 

Odlano z niego…

… trochę do dzbanka i polano do stakanów (szklanek), kwas chlebowy pomyślałem, ale jakoś malutko ponalewali. Zaraz po zapachu zorientowałem się co to jest – „samogonka”. Znowu wylazło ze mnie stadne przywództwo – no to ja wam pokażę jak się pije w Polsce, Nalali mi pełną szklankę nie bez zdziwienia, bo oto inteligencik będzie pił jak ruski. Duszkom (do dna) na zdarowie i wypiłem. Babcia z wrażenia przetarła oczy, a jej syn zapytał czy horoszo. Usłyszał tylko coś co przypomniało holenderski slang – hoooroszo i kadr się zerwał….

Widok z okna na podwórko babuni

 

Przypominam sobie ten ranek. Ja w łóżeczku, rozebrany, z rączkami na kołderce, otwieram oczy i widzę babcię pochyloną nade mną i zatroskaną jej rodzinę. Babcia mówi – „on żyw„. Szybko zrywam się i sprawdzam czy samochód stoi pod oknem, a jakże. Eksponat był akurat testowany na resory i fotografowany przez tubylców. Tak to miałem zamiar zatrzymać się u babci na herbatkę tylko 15 minut, a wyszło 10 dni.

Młodzież pozuje do wspólnej fotografii – „perosze pozdrowic od nas Polskę”…

Wszystko nie bez powodu, bo oto gruchnęła wieść w kołchozie: „inostraniec prijechał„. Posypały się zaproszenia od miejscowych naczelników i dyrektorów do bani czyli sauny, łaźni rosyjskiej. Tam biczując się witkami a następnie pijąc piwo, samogon a wieczorami wino z młodzieżą na przydomowej ławce integrowałem się z ruskimi.

Kochają zwierzęta…

 

Wtedy to oczy szeroko otwarte zrozumiały, że TO NIE LUDZIE TACY JAK ONI I JA tworzyli historię, ale jednostki zbrodnicze w zamiarach i czynach obarczając swymi grzechami narody. Dałem im MOJE SERCE okazując babci szacunek i pomoc – otrzymałem SERC KILKANAŚCIE w zamian. POKOCHAŁEM BRACI ROSJAN. Może to polskie RUSOFOBY zrozumieją…

Bolesław Bednarz-Woyda

 

Udostępnij
Poprzedni artykułZamów kalendarz ścienny
Następny artykułJaneczek z medalem

20 Komentarze

  1. Miło, bardzo miło. Czy jutro będzie już, dalsza część. Pozdrawiam Serdecznie Przyjacieu. Zapraszam do Koszalina, nad morzem w okresie jesienno-zimowym jest bardzo dużo jodu. I tak, aż do wiosny. Chmmm. Nawet cały rok… 🤫😊🤭

  2. OD REDAKCJI: Jak tylko Pan Redaktor Bolesław przyśle kolejny odcinek: publikujemy 😉 Ale popieramy, też z niecierpliwością w Redakcji czekamy. Zdradzimy tylko, że obiecał kolejny „epizod” z podróży…

  3. Drogi Piotrze , juz sobie wyobrazam ten moj przyjazd do pieknego Koszalina, potrzebuje tego , bo powietrze od morza wzmacnia, ale jeszcze bardziej wzmocni nas witamina zawarta w morskiej , zimnej wodzie…Chce sprobowac wykąpać się w morzu gdzies w listopadzie, tylko postaraj sie o babcie , jak ta z relacji i oby miala samogon….:)Pozdrawiam milutko.

  4. Bardzo ciekawy artykuł. Nie wiem skąd te uprzedzenia i niechęć do Rosjan. Mieszkalem sto metrów od rosyjskiej jednostki wojskowej. W koło mojego rodzinnego domu mieszkali sami Rosjanie. Pamiętam jak organizowali w zimie czy w lecie przeróżne zabawy integracyjne tak bezinteresownie. Wspólne granie w piłkę. My w korko-trampkach Oni na boso. Po tym można było odróżnić kto w jakiej drużynie. Oficerowie i ich żony przyjaźniły się z naszymi ojcami,matkami. My dzieci z ich dziećmi. Pierwszy telewizor „rubin” do mojego rodzinnego domu przyniosło czterech żołnierzy w pałace niosąc za rogi. Do tego w koło pełno „konfietek”:)) Do dziś mam wielki sentyment do tego narodu.

  5. Witam serdecznie…znam osobiście Pana Bolesława od wielu lat😊 człowiek bardzo aktywny od zawsze…wiecznie w pracy lub podróży🤔😊 o dobrym sercu…jestem Legniczaninem od urodzenia i dobrze mi jest znany wątek pobytu wojsk Radzieckich w naszym mieście. Kawał naszej własnej historii i nie da się od tego uciec🤔😊 Służąc w naszej byłej Legnickiej jednostce wojkowej graniczyliśmy z ich jednostką. Byłem świadkiem odejścia ich wojsk z naszej Legnicy i euforii zwykłych szeregowców,,,, wracali nie wiedząc co ich czeka po powrocie,,,, i właśnie dla tego czytam z wielką ciekawością słowo pisane Pana Bolesława 🤔😊🤔😊 i oczywiście czekam na kolejne artykuły z niecierpliwością….Piotr

  6. Miałem przeczytać wieczorem, bo jestem kierowcą. Przeczytałem na kilku skrzyżowaniach, stojąc na czerwonym świetle. Świetnie napisane, wciągające i na dodatek te fotografie. Panie Redaktorze chyba trzeba by jakaś książeczkę napisać? No i za ten samogon ruski walony na raz – szacunek 😉

  7. Drodzy moi Czytelnicy, Wy nie wyobrażacie sobie jak bardzo ważne są Wasze komentarze dla budowania zburzonych przez innych dobrych relacji z naszymi braćmi Słowianami, tam na wschodzie. Historia wyrządziła bardzo wiele zła po ubu stronach. Zagalopowaliśmy się i zaczęliśmy żyć stereotypowo. Wasze komentarze czytają tam teraz na wschodzie i w najdalszych zakątkach Federacji Rosyjskiej a POLITYCY MUSZĄ wyciągać wnioski, że to my zwykli obywatele będziemy teraz pisac historie narodów na nowo. DZIĘKUJĘ WAM WSZYSTKIM za to wsparcie i proszę pozostańcie sobą, nie dajcie się zaszczuć politykom, otwórzcie serca na Przyjaźń, Pokój, Tolerancję religii, przekonań i narodowości Was otaczających. Pozdrawiam serdecznie.

  8. Witam,
    dla kogos jak ja, kto w traktowanym w artykule „okresie historycznym” uczyl sie dopiero stawiac pierwsze kroki, to lekcja.
    Lekcja tego jak bylo naprawde, jak bylo miedzy ludzmi, jacy byli ludzie, czy powielane przez lata stereotypy sa prawdziwe i jak funkcjonowala wtedy Legnica.
    Skad mozna sie tego dzisiaj dowiedziec?
    No niestety, z nikad…

    Dlatego dziekuje, za te artykuly, ktore czyta sie jednym tchem, napisane niezwykle przyjemnym jezykiem. Dzieki za zdjecia z prywatnych zbiorow!
    A szczegolnie dziekuje za serce, ktore Pan tu wklada zeby czytelnikowi podac na tacy PRAWDE.

  9. Pięknie opisane – nawiązując do wspomnień z legnickiego pożaru to wtedy chyba zginął jeden z rosyjskich strażaków przy zwalaniu płonących resztek hełmu wiezy . Artykuł piękny -ciekawy kraj ciekawi ludzie z którymi historia nie raz nas wiązała . Zwiedziłbym chętnie te zakamarki Rosji gdzie czas płynie inaczej i ludzie są inni . Pozdrawiam

  10. Dziękuje za wspomnienia. Dla mieszkańców Legnicy byli normalnymi ludźmi i sąsiadami
    którzy mierzyli sie tak jak my z przeciwnościami losu. Pełna symbioza.Pamietam swój wyjazd na wschód był podobny, miałem wrócić po 3 dniach wróciłem po 7 wiem co to ich sauna w zimie z popitka 😉

  11. Пан Болеслав замечательный журналист путешественник филантропгостеприимный и радушный хозяин милый и добрый человек
    Интересно читать его статьи

  12. Świetna lektura, gorąco polecam. Jako legniczanin, mam wiele podobnych spostrzeżeń, z tamtych czasów. Zdecydowanie lepszych czasów. Dzisiejsza rzeczywistość jest atrakcyjnie opakowana, ale zgniła w środku.

Zostaw komentarz

Proszę wpisz swój komentarz
Proszę wpisz swoje imię