Miasto jest nasze

0
419

Późne i gorące popołudnie czerwcowe to nie jest odpowiednia okoliczność na poważne rozmowy.
Lepiej skrzyknąć się z ekipą na basen albo leżenie w cieniu drzew naszego legnickiego parku. A tu Obywatelska Kawiarenka wznowiła działalność i zaproponowała temat, który wprawdzie zapowiadał się ciekawie i taki miejscami był, ale porywów w trakcie nie odnotowano. I ten upał.

Było więc o mieście jako przestrzeni z pytaniem: czyja ta przestrzeń jest – czyje jest miasto?
Sugerowane odpowiedzi kierowały myślenie w stronę pewnych napięć, kontrowersji, ale takowe nie powstały. Może z tego powodu, który wskazała prowadząca – Katarzyna Odrowska: legniccy urzędnicy zwykle nie przyjmują zaproszeń Kawiarenki, choć Centrum Dialogu Obywatelskiego powołanego przez Prezydenta Legnicy – tuż, naprzeciw teatru. Gdyby przyszli…  Ale nie przyszli.

Rozmowę przejął radny Piotr Niemiec, który narzucił spotkaniu urbanistyczne myślenie o przestrzeni miasta. Mówił głównie o mankamentach planowania, niedostatkach projektowanej i powstającej architektury, i brudzie. Czasami w rozmowie pojawiały się takie nazwy jak Times Square, Berlin, Amsterdam, Paryż. Ale te zestawienia były wyraźnie kopaniem leżącego. Legnica i Berlin…

Pojawił się również aspekt komunikacyjny – więc ścieżki rowerowe, ulice, komunikacja i transport.
Tu głos zabierał wrocławianin – Robert Gacek, wiceprezes Stowarzyszenia Akcja Miasto. O pożytkach jazdy rowerem – endorfiny, zdrowie, czystość i cisza. Ładne.
Mówił także organizator Operacji Czysta Rzeka – Jakub Kaschuba, który spowodował oczyszczenie niemałych połaci miasta w akcji zbierania śmieci.
Wywołano i inny temat – przestrzeń miasta jako obszar informacji, dezinformacji, propagandy, agresji, reklamy.

Tutaj pojawiły się ciekawe spostrzeżenia, które warto pokrótce przedstawić i skomentować.
Są znamienne. Są.
Radosława Janowska-Lascar przypomniała zeszłoroczną akcję zamalowywania napisów
przy Al.Rzeczypospolitej. Uznano je wówczas za gwałt na publicznej przestrzeni – za przejaw mowy nienawiści, z którą należy walczyć; powtórzyła to, co zrelacjonowano w mediach rok temu.
Przypomniała także baner z ulicy Wrocławskiej, który wskazywał bliskość prawodawstwa
UE dotyczącego ochrony życia i aborcji do regulacji III Rzeszy.
Wskazała również znieważenie flagi UE w tym banerze.
Użycie pojęć agresja i znieważanie przypomina, bezwiednie, obecność Pani Radosławy (poświadczoną fotografiami zamieszczonymi w mediach) wśród agresywnych, wulgarnych i znieważających niemało uczestniczek czarnego marszu pod czerwonymi błyskawicami.
Mamy więc zestawienie tych napisów z Al.Rzeczypospolitej z akcją/akcjami Strajku Kobiet i uznanie jednej ekspresji za agresywną mowę nienawiści, drugą zaś za pokojowe wyrażenie przysługującego obywatelom własnego zdania.
No, bądźmy poważni.
Zaśmiecanie przestrzeni publicznej, miejskiej pojawiającymi się niewygodnymi dla niektórych treściami (na przykład baner z ulicy Wrocławskiej) można by zestawić z wywieszeniem na fasadzie teatru baneru z napisem Uchodźcy mile widziani. Opakowano wówczas (2015 rok) tamto wydarzenie słowami o solidarności, mowie nienawiści i rasizmie. Wielkie słowa.
Czy dwa te zdarzenia mają jakiś związek?
Tak. Wskazują bowiem jeszcze jeden sposób myślenia o przestrzeni miasta, niepodjęty, a przynajmniej nie dość rozwinięty w tej propozycji Kawiarenki.
Miasto jest także przestrzenią polityczną. Tu ścierają się poglądy, zwalczają idee, kształtują postawy, tu nie ma miejsca na format, tu sięga się po środki wyraziste, rozgrzewające emocje, napastliwe czasem. Wojownicze. Czasem są to środki graficzne, niekiedy ludne manifestacje. Jedne legalne, inne nie. Jest miasto także polem walki. Przestrzenią różnorodnych społecznych napięć. Naturalnych napięć.

Kiedy radny Niemiec postulował podczas tej rozmowy, żeby reklamy sklepów i towarów sprowadzić do jednego rozmiaru i formatu, to – aż trudno uwierzyć, że mówił to poważnie. Sugerował mianowicie, że reklamę można sprowadzić do informacji odartej z formy. Żeby wyrwać jej pazury.
Podobne temu postulatowi wydaje się to osobliwe narzekanie na ujawnianie się w przestrzeni miasta wypowiedzi konfrontacyjnych, apelujących do emocji, mobilizujących, urabiających poglądy.
Aktywiści oburzeni banerem z Wrocławskiej lub graffiti z Al.Rzeczypospolitej przykładali rękę do wystąpień identycznych. Nie co do treści, oczywiście. I jeśli tamte były oburzające, to ich własne w równym stopniu, nie lepsze w niczym od postsponowanych. Żeby nie wiadomo jakich zaklęć używali i wzniosłych wezwań.
Patrzą ci aktywiści ponadto jakoś jednym okiem, bowiem nie przypominam sobie zdjęć, serii powielanych w mediach publikacji, akcji z pędzlami, doniesień do władz, służb i organów z powodu wymalowanego na murze przy tej samej Al.Rzeczypospolitej Gwiazdy Dawida na szubienicy – znaku nie rzekomego, lecz rzeczywistego faszyzmu.

Opowieści o rowerach i przebiegu ulic były ciekawe, o sprzątaniu też, ale sądzić wolno, że w intencjach tej edycji Kawiarenki było coś innego. Jednak.
Jednakże próby wrzucenia w rozmowę niektórych treści Polskiego Ładu okazały się nieskuteczne zaś lament nad zaśmiecaniem przestrzeni publicznej mową nienawiści wydał się zaledwie przeglądem archiwaliów.
Coś około piętnastu gości i pięciu prelegentów.
Te Kawiarenkowe spotkania udawały się lepiej w jesienne wieczory.

Adam Kowalczyk

Zostaw komentarz

Proszę wpisz swój komentarz
Proszę wpisz swoje imię