Legnica żegna Towarzysza Bolesława

0
494

Pamiętnik historyczny Muzeum Miedzi w Legnicy

Rok 1956 od samego początku zapowiadał się jako ważna data w dziejach tzw. Polski Ludowej, która od kilku lat tkwiła w okowach stalinizmu. Pierwszym wydarzeniem zapowiadającym rychłe zmiany w kraju nad Wisłą, była niespodziewana śmierć ówczesnego przywódcy kraju – Bolesława Bieruta.

Do zgonu komunistycznego dygnitarza doszło w Moskwie, gdzie pierwszy sekretarz Komitetu Centralnego Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej był jednym z zagranicznych gości na XX Zjeździe Komunistycznej Partii Związku Radzieckiego – tym samym, na którym Nikita Chruszczow pozwolił sobie na atak wymierzony w zmarłego trzy lata wcześniej Józefa Stalina (krytyka kultu jednostki, początek destalinizacji).

Pojechał dumnie, a wrócił w trumnie

Kilkutygodniową wizytę polskiej delegacji w Moskwie przerwała wiadomość o nagłej śmierci przywódcy. Z tego co wiadomo, to B. Bierut zmarł wieczorem 12 marca 1956 r. Ostatnie dni życia spędził w moskiewskiej klinice, gdzie trafił z objawami choroby, którą radzieccy lekarze zdiagnozowali jako zapalenie płuc. Okoliczności tej śmierci do dnia dzisiejszego pozostają jedną z zagadek powojennej Polski. Hipotez oraz domniemań, co naprawdę stało się w Moskwie, jest co najmniej kilka – otrucie, samobójstwo czy zabójstwo przez strzał z broni palnej, to tylko najpopularniejsze z nich. Zresztą pozbycie się Bieruta było dla wielu osób logicznych ciągiem wydarzeń w procesie destalinizacji, zapoczątkowanym przez Chruszczowa na wspomnianym XX Zjeździe. Bierut był przecież symbolem stalinizmu w Polsce.

Więcej goździków, prymul i pomidorów

Rankiem 13 marca 1956 r. wiadomość o śmierci Bieruta obiegła cały kraj. Wieści dotarły także do Legnicy. Zgodnie z wytycznymi z „centrali” natychmiast została uruchomiona machina propagandowa – całe miasto okryło się żałobą.. W urzędach, w zakładach przemysłowych, w szkołach, a nawet w zwykłych mieszkaniach wywieszano spowite żałobą flagi narodowe. Załogi legnickich zakładów oraz uczniowie placówek oświatowych wystosowywali liczne listy kondolencyjne. Pracownicy poszczególnych przedsiębiorstw chcąc upamiętnić osobę Bieruta podejmowali się tzw. czynów. Pracownicy Legnickich Zakładów Metalurgicznych (dzisiaj Huta Miedzi „Legnica”) ogłosili, że zwiększą produkcje swojego zakładu o wartość 1.065.000 złotych. Zakłady Dziewiarskie poinformowały o „podwojeniu” swoich wysiłków. Legnicka Fabryka Fortepianów i Pianin zobowiązała się do ponadplanowej produkcji o wartości 376.000 złotych. Kolejarze z węzła w Miłkowicach obiecali za to, że w ciągu dwóch tygodni doprowadzą do stanu użyteczności „odcinek zabezpieczenia ruchu pociągów PKP”. Podobne deklaracje padały też ze strony okolicznych PGR-ów, gdzie zakładano m. in. zwiększenie produkcji warzyw oraz zwiększenie hodowli trzody. Natomiast legnickie gospodarstwo ogrodnicze przy ul. Wrocławskiej zadeklarowało dodatkowe rozsadzenie 1500 sztuk goździków, przepikowanie 200 prymul (kwiat doniczkowy) oraz przesadzenie 1000 sadzonek pomidorów do doniczek.

Partyjne legitymacje dla Bieruta

Inną formą uczczenia pamięci „Wielkiego Wodza” były uroczyste obietnice rychłego wstąpienia w szeregi partii komunistycznej. Taką deklaracje złożyło m. in. kilku legnickich elektryków. Podobne wieści napływały z największych zakładów w mieście – z Legnickich Zakładów Przemysłu Odzieżowego (ELPO), Legnickich Zakładów Metalurgicznych, Zakładów Dziewiarskich, lokalnego węzła kolejowego etc. Z kolei dwie robotnice z jednej pod legnickich wsi, zasiliły szeregi lokalnej komórki Związku Młodzieży Polskiej (ZMP) – komunistycznej organizacji młodzieżowej. Jednocześnie jedna z legnickich spółdzielni poinformowała, że w jej szeregach znalazło się dziesięciu chętnych pracowników, którzy wyrażają „(…) chęć wstąpienia w szeregi tej bohaterskiej Partii, której służył do końca swego życia, do ostatniego swego tchnienia Bolesław Bierut”. Podobnych przykładów było jeszcze sporo – rekord w powiecie odnotowano w Wądrożu Wielkim, gdzie w całej gminie zgłosiło się 58 chętnych. Drugie były Lisowice. Tam stan liczebny struktur partyjnych zwiększył się o dwudziestu nowych „towarzyszy”.

Numer specjalny

Wiadomości Legnickie”, lokalny organ prasowy w swoim pierwszym numerze po wypłynięciu informacji o śmierci Bieruta, poświęcił temu wydarzeniu połowę swojej i tak skromnej objętości, a na czołówce zamieścił słowa „Był wśród nas – w naszych sercach pozostanie”. Zresztą podobnych treści można było znaleźć tam o wiele więcej. Na pierwszej stronie gazety napisano: „Społeczeństwo głęboko przeżywało niepowetowaną stratę – śmierć bliskiego każdemu obywatelowi człowieka, brata i przyjaciela, wielkiego syna klasy robotniczej, całego narodu polskiego”. Na łamach pisma publikowano m. in. wspomnienia o Bierucie, autorstwa osób, które miały okazje poznać go osobiście. Były to chociażby reminiscencję człowieka, który widział go w 1949 r., na Ogólnopolskich Dożynkach na wrocławskim Psim Polu. Z wielkim pietyzmem opisywał wysłuchane wówczas przemówienie autorstwa zmarłego dygnitarza.

W Moskwie powietrze nie służy

W mieście, podobnie jak w całym kraju, nie brakowało też plotek i rzekomo prawdziwych historii, opowiadających o tym, co tak naprawdę wydarzyło się w stolicy ZSRR. Informowano, że równolegle do szeregu wypowiedzi pozytywnych autorstwa „ludzi pracy”, pojawiają się opinie „szkodliwe” utożsamiane przez funkcjonariuszy ubecji z „elementem spekulacyjnym” lub ludźmi przedwojennej sanacji.

W zachowanej dokumentacji legnickiego UBP także zachował się jeden taki donos. Złożył go agent o pseudonimie „Zawoja”, postać pojawiająca się w wielu innych dokumentach z tego okresu czasu. W jego doniesieniu możemy przeczytać, że „w biurze projektów w Legnicy, Zaręba Tadeusz, syn sanacyjnego oficera zawodowego, sądzonego za współudział w podziemnej organizacji po wyzwoleniu, na temat śmierci tow. Bieruta wypowiedział się, że było to chyba zabójstwo z premedytacją, bo powietrze w Moskwie dygnitarzom nie służy (…), drugi pracownik tego biura, podoficer sanacyjny /piłsudczyk/ na wiadomość o śmierci [Bieruta – M.Ż.] zrobił znak krzyża i z radością wypowiedział się wulgarnym słowem”. Kierownictwo legnickiej ubecji informowało, że podlegli im ludzie odnotowywali wiele podobnych głosów.

Marek Żak – historyk, pracownik Muzeum Miedzi w Legnicy

 [fot. ze zbiorów Roberta Deca]

Zostaw komentarz

Proszę wpisz swój komentarz
Proszę wpisz swoje imię