Głowa od przybytku

0
287

Ratusz legnicki ma zgryz, bo rosyjskie media piszą o Legnicy w tonie, który przyprawiłby o ból głowy każdego włodarza. Ich listę, całkiem niekrótką, publikuje internet.

Kiedy zmuszony ustawą i po długiej korespondencji z IPN we Wrocławiu nasz Ratusz zdecydował się usunąć monument z Pl. Słowiańskiego, Prezydent Tadeusz Krzakowski zapowiedział, że pomnik wróci.

No i wrócił kosztem około 200 tysi – do nowozorganizowanego przycmentarnego Lapidarium, gdzie doszusował z Uniejowic Konstanty Rokossowski po jakimś czasie. Prezydent w ten sposób zafundował sobie czyli miastu, a dokładniej nowemu dyrektorowi Muzeum Miedzi obiekt specjalnej troski. Głównie o wizerunek miasta, które, z tytułu tolerancji musi być naznaczone sowieckością, posowieckością, rosyjskością i tak dalej. Resztki sowieckiej okupacji okazały się nieusuwalne już nie z uwagi na międzynarodowe umowy, którymi nie tak dawno paraliżowano przeciwników sowieckiego monumentu, lecz jakieś niejasne sentymenty. Jeszcze jedna troska dochodzi teraz, bo MSZ Rosji oburza się (mimo że kłamie, to jednak jest to gniewny ton) i widzi w tej bezczelnej kradzieży zamach na symbole, pamięć i historię.

Cmentarz to cmentarz, a muzeum to muzeum pokomunistnyczny ogródek pod pomnikiem na cmentarzu nie jest cmentarzem samym. Pomnik, jak wiemy, zaprojektował polski artysta, pieniądze wyłożyło TPPR, a figura stanęła na „polskiej ziemi” – przed Domem Oficera, a nie w Kwadracie. Tam bardziej byłaby „u swoich” mimo podkreślania bliskości Rokossowskiego z Polakami.

W ostatnim czasie przypomniano w sieci pewien epizod z „naszym” marszałkiem. Otóż brał on udział w manewrach Snieżok w Tockoje w 1954 roku. Przypatrywał się, jak 45 tysięcy żołnierzy radzieckich wkracza na obszar, nad którym przed dwoma godzinami ekplodowala bomba atomowa. Dwakroć silniejsza od tej z Hiroszimy. Ilu z nich przeżyło ten pokaz siły i determinacji komunistów – nie wiadomo. „Nasz” marszałek, jako Minister Obrony Narodowej PRL był zapewne także gotów za naszych żołnierzy – na wszystko.

Statua marszałka dwóch narodów i wybitnego radzieckiego dowódcy długo zaznawała czci i spokoju w ogrodach starszyny Sabadacha, gdzie od lat spotykają się wojskowi LWP. Aż do teraz, kiedy ją skradziono z lapidarium i zdekapitowano. Ze zdjęć publikowanych w sieci wynika jednak, że odpiłowano także marszałkowską buławę z polskimi orłami. Zachodzi obawa, że ta próba odebrania insygniów władzy nad armią zostanie przypisana jakimś „patriotom”, choć to pewnie (trochę nie-)pospolici wandale.

To kolejna troska Ratusza i Policji – znaleźć złodziei i ustalić, co za szalony pomysł przyszedł im do głów, że poważyli się na kradzież sześćsetkilogramowej statuy. I potem jeszcze to piłowanie!

„(…) to niepojęte, komu i do czego może być potrzebna taka głowa!”- zachodził w głowę Asasello, udając, że nie wie.

W tej powieści, którą mamy na myśli, głowę traci dwóch obywateli. Obaj z powodu wygłaszanych niepotrzebnie dość nieopatrznych słow. Jeden ostatecznie. Drugiemu pomogło ludzkie miłosierdzie.

Bardzo jednak cierpiał z powodu bólu głowy.

Adam Kowalczyk

Udostępnij
Poprzedni artykułPamiętamy
Następny artykułSierpniowo w „Koperniku”

Zostaw komentarz

Proszę wpisz swój komentarz
Proszę wpisz swoje imię