Zmęczone szamanki i egida z tektury

0
392

Jeden ze spacerów ubranych na czarno pań i panienek (oraz, oczywiście – towarzyszących im panów i młodzieńców), którego świadkiem byłem razu pewnego w legnickim centrum nie zrobił na mnie wrażenia diabolicznego sabatu, świętego szału czy rewolucyjnego marszu na barykady z rwaniem bruku – i tak dalej.

Przeciwnie. Smutny głos skandował w wieczornym półmroku: Re-wo-lucja jest ko-bietą, Wo-lność, rów-ność, re-wo-lucja. Wzywał: Chodźcie z nami (słychać też było postukiwanie jakiegoś celtyckiego czy mongolskiego bębenka). Nawet wykrzyknika tu nie postawię, bo to, co usłyszałem było tak nieporywające, że żadna interpunkcja nie pomoże. Żałość i politowanie. Może już opadły emocje a hormony walki się zużyły? A może to tylko trening przed jakąś kolejną kulminacją? Kto wie.
Prowadząca (dlaczego wieczorny?) pochód, otoczona ciasno przez dziewczyny pani zatrudniona w teatrze na stanowisku Pełnomocniczki Dyrektora ds. społecznych niosła megafon i chyba była zmęczona, bo nie dało się zobaczyć entuzjazmu i wigoru w jej ruchach. Rewolucja jest – zmęczoną – kobietą wieczorową porą?

Pełne werwy reprezentantki tego porywu w telewizorze – w studiu, tak na zimno albo na ulicy – w ferworze zapewniały, że dłużej już tak nie można było, że ten Trybunał już tak przesadził ze zniewalaniem kobiet i uciskiem, opresją i w ogóle, że to musiało nastąpić. Ten marsz, ten bluzg, ten bunt. I dalejże brać się za poparcie spontanicznego porywu – a prezydenci miast, a rektorzy uczelni, a dyrektorzy szkół, a posłowie i posłanki, a z tej, a z owej. Solidarność tak nie miała, no – może, skoro woL.ność wiodąca kobiety została zrównana z Elektrykiem.
Niesmaczną przyprawą tego zrywu stała się niepoboczna zupełnie sprawa egzegezy i genezy błyskawicy w grafikach. W jakichś niebywale uczonych wypowiedziach dowodzono, że na słupach energetycznych i rozdzielniach WN też są błyskawice – jeju! Cała spontaniczność i energia tego żywiołowego ponoć buntu rozłaziła się jak spruty pluszak.
Ale tak specjalnie – to mam jedną uwagę, co do tej spontaniczności i naturalnej wybuchowości kobiet, dziewcząt i podlotków.
Otóż w kwietniu, dokładnie 17. sfotografowałem baner przy Jaworzyńskiej. Ten, który otwiera niniejszy tekst. Taka mała podróż w czasie.
Jeśli więc to orzeczenie Trybunału Konstytucyjnego spowodowało wystrzały tych wysokoenergetycznych błyskawic, jeśli to Prezes Przyłębska swoimi słowami wzbudziła gniew i wk….w pań, dziewcząt i tak dalej, jeśli graficy, poeci i animatorzy dotąd trwający w letargu opresji, spontanicznie ruszyli do opakowania obecnego, jesiennego buntu nośnymi znakami i słowami, to skąd ten plakat na ulicach już wiosną? Zauważmy na marginesie, że już wtedy ktoś zareagował nań obrzucając go czerwoną farbą – widać wyraźnie. Ktoś więc tu kłamie. Łże jak pies.
Ale do rzeczy – jeśli to jest spontaniczny gniew, jeśli to jest nieoczekiwany wybuch beczki prochu nieopatrzną iskrą wyzwolony, jeśli pani eL. dotąd znosiła niewolę i ucisk, ale po orzeczeniu TK – już nie mogła i musiała wezwać do marszów i spacerów, krzyków i bluzgów – jeśli więc to wszystko jest samorodne i żywiołowe, to … jedzie mi tu czołg ?
W książce, którą zamierzam polecić P.T. Czytelnikom Piastowskiej(o ile już nie przeczytali tego arcydzieła demaskowania wszystkich aktualnych szaleństw świata tego), czytamy w zakończeniu:

Jeśli nie można rządzić społeczeństwem (…) świadomym swoich wad, które mimo niedoskonałości pozostaje najlepszą z dostępnych możliwości, należy siać wątpliwości, podziały, wrogość i strach. Najlepiej, gdy się uda wpoić ludziom zwątpienie zupełnie we wszystko.
Jest to dla boleśnie przenikliwego Douglasa Murray’a oczywista część marksistowskiej bazy, której mechanicy chcą nie leczyć, lecz dzielić, nie koić, tylko rozpalać, nie gasić, tylko palić.

I taka jest, zdaje się – naga prawda o całej tej spontaniczności, niemożności wytrzymania, niepozwoleniu na więcej i buncie, i wk…wie: pociąganie za sznurki i czynienie z naiwniaków awangardy tak zwanego postępu.
Szaleństwo tłumów Douglasa Murray’a będę próbował zarekomendować niebawem. Tytuł – akurat.

Adam Kowalczyk

Zostaw komentarz

Proszę wpisz swój komentarz
Proszę wpisz swoje imię