Sam chciałem

0
341

KOD był atrakcyjniejszy, gdy PO, która go wydała, miała większe znaczenie. Miała jeszcze jakieś znaczenie. Demonstracje, aktywność, stoisko pod zegarem, Paweł Palcat jako wodzirej tłumu pod legnickim teatrem. Działo się.


Zachodziłem czasem pod ten ich namiot pobrać Dekodera do poczytania i nie ukrywałem przed płomiennowłosą panią, że nie z entuzjazmu, lecz dlatego, że chcę poznać głębię ich błędu (głębia błędu? – co ja gadam?).
No i doigrałem się, bo albo mnie śledzili, albo co, bo w skrzynce na listy znalazłem ósmy numer tego pisemka. Z sierpnia. Wśród reklam środków higienicznych i medykamentów na niestrawność.

Sam chciałem, można powiedzieć. Już się z tego nie wyśliznę. Zabrałem się do lektury bez nadziei, że dowiem się czegoś, o czym nie wiem jeszcze. To znaczy, że teksty od ostatniej znanej mi wersji zostały jakoś podreperowane.
No – coś.
I znalazłem. Recenzję zatytułowaną Język zmienia świadomość. Podpisano: DWŻ.
Dotyczy książki Michała Rusinka i Katarzyny Kłosińskiej. Pan Rusinek, wiadomo – sekretarz noblistki, polonista. Elokwencja. Polot.
Pani Kłosińska – sam top. Przewodnicząca Rady Języka Polskiego PAN. Audycje w Trójce.
No, nic – tylko czytać!
Więc znalazłem to w księgarni i stanąłem na baczność, bo sam profesor Michał Głowiński zachwalał!
I tu by można sporo o książce spółki polonistycznej, ale nie w tym rzecz.
Tytuł książki, podaję dla porządku, brzmi Dobra zmiana czyli jak się rządzi światem za pomocą słów.
Ale ja – Dekodera. Język zmienia świadomość. I co zdanie, to jakieś znajome. Więc za książkę Kłosińskiej/Rusinka i sprawdzam.
A tu DWŻ trzy kolumny własnego tekstu ulepiła (w redakcyjnej stopce figuruje z imienia i nazwisk dwojga osoba żeńska) z cytatów z Dobrej zmiany Kłosińskiej/Rusinka bez cudzysłowów i bez skrupułów. Bez skrupułów podpisała ten zlepek przytoczeń swoimi inicjałami.
A tam – mecyje! Bo polonistyczne asy, rzecz jasna, objaśniają, jak PIS deprawuje język polski, a DWŻ za nimi. W skrócie, na rympał. I na pohybel Pisowi, oczywiście. Przypisywanie sobie cudzej własności intelektualnej w tym wypadku nie będzie ścigane, jak można sądzić, bo DWŻ i spółka Kłosińska/Rusinek grają w tej samej drużynie i pod patronatem prof. Głowińskiego w dodatku.
No, cóż.
Ale, żeby tak bez oporów?
Na co mi to było? Choćby tyle, żeby potwierdzić, że to pismo, które już piąty rok KOD rozdaje w całej Polsce, jak było, tak ciągle jest słabe, choć zamiar wykładany jest tak: równoważenie rządowej propagandy. Tymi wykształconymi z większych miast, jak nazywano elektorat opozycji, takim czymś jak Dekoder raczej nie zawładną.
Może tym z mniejszych to wystarcza? Inne teksty – na przykład wypracowanie redaktora naczelnego – ładne, ale takie, że można je równie dobrze publikować w gazecie młodych marksistów, gowinowców, pisiorów, rojalistów albo antyszczepionkowców czy peezelowców.

Cóż, sam chciałem, to mam. Nieszczęsny!

Jednak proszę, kodziarzu, który w dobrej lub złej wierze wrzuciłeś mi to do skrzynki – nie wrzucaj tego więcej. Na pewno już nie będę czytał. Lepiej próbuj dotrzeć do kogoś innego – lepiej albo mniej wykształconego. Może ci się powiedzie.

Na mnie nie licz.

Adam Kowalczyk

Udostępnij
Poprzedni artykułBędą pociągi
Następny artykułWychowywać młodych

Zostaw komentarz

Proszę wpisz swój komentarz
Proszę wpisz swoje imię