O prawdzie

0
220

Po lekturze pewnego artykułu o sztuce i polityce Wazów przyszła mi do głowy przygnębiająca myśl o naturze prawdy.


Oto ona: prawdę się robi. Nie, że by nie istniała. Owszem, istnieje, ale taka, jaka wedle potrzeb zostanie zaordynowana.
Współcześnie i naszych oczach to robienie prawdy dzieje się także.
Ledwie zakończyły się socjalistyczne w treści i formie rozmowy o przemyśle legnickim w Teatrze, a już na Rynku miasta stanęły tablice z obrazami z filmów Waldemara Krzystka Miasto w mieście (o tych z ulicy Złotoryjskiej innym razem).
Kadry z dwu filmów naszego krajana eksponują głównie radzieckie gwiazdy i sołdatów w spranych drelichach. W tle broń, wódka i pompatyczne hasła propagandowe zasłaniające brzydotę miasta.
To fotosy z Małej Moskwy i Fotografa. Szkoda trochę, że Legnica tak mało istnieje w filmie jako miasto współczesne. Z uwagi jednak na charakter wymienionych tytułów nasuwa się myśl, że wcale nie chodzi o filmową urodę Legnicy, jak dumnie z powodu prac nad Kobietą w Berlinie mówił swego czasu prezydent Tadeusz Krzakowski. Niekoniecznie też troska o dorobek Waldemara Krzystka gra (nomen omen) w pojawieniu się tej ekspozycji główną czy choćby drugorzędną rolę.
Tu właśnie wkrada się myśl, że poprzez swoje agendy (np. Galeria Sztuki) miasto bardzo dba o to, by legniczanie dobrze zapamiętali tamte ponure czasy. W fotosach ulice, domy, kostiumy postaci nabierają barw, jakich nigdy nie miały wtedy, gdy z wyżyn nowiutkiego Pomnika Wdzięczności na stłamszonych legniczan spoglądali sołdat i kabewiak.
Kiedy polscy śledczy z Fotografa przypominanego wystawą Miasto w mieście zorientowali się, że poszukiwany morderca jest na wolności, pada między nimi zdanie, które powinno mocno utkwić nam w pamięci: ”Teraz jest u nas”. Wyhodowana za Bugiem przez nieuwagę (?) potworność uosobiona przez filmowego psychopatycznego „zboka” grasuje wśród nas, dopada, degraduje i po cichu wykańcza. Niektórzy nazywali to: homo sovieticus.
Wzbudzanie sentymentów do tamtych tak pięknie sfotografowanych czasów jest błędem budowniczych prawdy o Legnicy. Kurczowe trzymanie się – chybionego – wizerunku Małej Moskwy bardzo fałszuje oblicze miasta. Z drugiej strony stawia pytanie o to, kto i dlaczego zabiega o taki właśnie wizerunek, komu zależy na trwale „czerwonej gębie” Legnicy?

Że do zaistnienia prawdy w dowolnym kostiumie potrzeba zawodowego inżyniera, przekonujemy się stale, naocznie i na własnej skórze. Oto importowana ze Słupska wiceprezes stowarzyszenia Aktywne Pomorze po opuszczeniu Kolei Dolnośląskich („najlepsza legnicka specjalistka od kolei” – R. Biedroń) troszczy się obecnie o „tożsamość miasta”. Słupska działaczka, jak scharakteryzował ją jeden z portali: „związana z tzw. ruchami miejskimi” zorganizowała nam w Legnicy Kawiarnię Obywatelską, gdzie można dać upust frustracjom i dopieścić tęsknotę za urokami „prlu” jak mawiał, z właściwym sobie przekąsem Zbigniew Herbert. Ulatujące z Kawiarni miazmaty pewnie jeszcze snują się czerwonkawą mgłą po mieście.
Trzeba uważać.

Konstruktorzy prawd na zlecenie, jak pokazała opowieść Sinuhego – są starzy jak świat i zawsze znajdą zatrudnienie. Trudno. Zwykle jest tak, że, jakoś, są tam, gdzie są dostępne publiczne pieniądze, które biorą bez oporów, by, wbrew głoszonym wzniosłym deklaracjom, obrócić je w jakieś opaczne działania. Jakie prawdy głosiliby za darmo?

(ak)

Zostaw komentarz

Proszę wpisz swój komentarz
Proszę wpisz swoje imię