O bolszewikach i psie z kulawą nogą

0
242

Takiemu tekstowi, jaki zamierzyłem, potrzeba pasji, mocnych słów i zabójczych efektownych chwytów retorycznych. To znaczy zawziętości i wiary w skuteczność.
Brak mi jednak tego.


Zamiast – tkwię w rozgoryczeniu, poczuciu żałośliwego osamotnienia i pozostawania naiwnym łosiem.
Natchnieniem do tego niefajnego stanu stał się skromny apel poświęcony 80. rocznicy napaści sowietów na Rzeczpospolitą 17 września 1939 roku zorganizowany przez Legnicki Klub Gazety Polskiej. Dokładniej – stan miejsca, w którym postanowiono uczcić poległych, pomordowanych, wywiezionych w głąb Rosji i tam zamęczonych.
Zwykle uroczystość odbywa się pod obeliskiem przy stacji Circle K (d. Statoil). To miejsce w ścisłym centrum miasta, nieopodal Ratusza. Jednak w porównaniu z odległymi o minutę spaceru wypieszczonymi rabatami na Placu Słowiańskim skwerek z obeliskiem wygląda przygnębiająco źle.
Zrudziała, uschnięta trawa, kikuty krzewinek, dziczejące krzewy, pod których niepielęgnowanymi gałęziami pełno kapsli, niedopałków, butelek, papierów, potłuczonego szkła, opakowań po papierosach, lekarstwach – wszelkiego śmiecia czyniącego przykre wrażenie, jakiemu nie da się nie poddać, gdy tam się stanie. A ponad wszystkim, jak w fatalnym filmie z przegadaną scenografią – uschłe, martwe drzewo. Widać nie zagląda tam pies z kulawą nogą – podobnie jak miejskie służby.

Na inne miejsce Legnicy – bardzo peryferyjnie zlokalizowane tzw. Lapidarium przy cmentarzu żołnierzy radzieckich urządzone głównie dla usuniętego ex lege Pomnika Wdzięczności Ratusz wydał ok. 170 tysięcy złotych. Projekt, wytyczenie terenu, płot, betonowe postumenty dla „obiektów”, oświetlenie, monitoring, niebywale zakłamane „ideowe opakowanie” wytworzone przez jakiegoś uczonego pracownika Muzeum Miedzi, które stało się opiekunem tego miejsca – wszystko po to, aby „nie zmarnować” artystycznie słabego, ideowo zakłamanego, społecznie szkodliwego i z mocy prawa nielegalnego – pomnika. Nie zmarnować także przychylności silnego wciąż elektoratu delegującego na Ratusz od pięciu kadencji swojego kandydata.
Wiadomo, że w podobnych przypadkach – demonstracyjnego zaniedbania i odwrotu od potrzeb niemałej przecież grupy legniczan Ratusz zwykł był mówić O prawach własności. Gdy pod bokiem latami niszczał i szpecił jego sąsiedztwo budynek banku – Ratusz mówił – to nie moje.
O popadający w ruinę barokowy klasztor przy Chojnowskiej nikt już nie pyta, ale zaraz po pożarze, lata temu – Ratusz odpowiadał – to nie moje.
O prawach własności tego skraweczka, na którym posadowiono obelisk, słyszało się podobnie.
A nawet bardziej. Bo ani dawny Statoil, ani Ratusz, choć chodnik po jednej stronie należy do jednego, a parking po drugiej – do drugiego – nie przyznają się jakby do tego miejsca (czy ja mógłbym tam postawić sobie kiosk?).
A przecież to miejsce, o które trzeba się upominać, jest odnotowane w portalu polska-org., gdzie czytamy: ”Kamień odsłonięto w czasie obchodów 80 rocznicy odzyskania przez Polskę niepodległości”.
Pamięć Ofiar bolszewizmu 1939-1956 nie jest obowiązkowa, jednak ci, którzy chcą ją kultywować w Legnicy, mają prawo spodziewać się – jeśli już nie „miejskich” flag w dniu rocznicy napaści na Polskę, to przynajmniej odrobiny porządku w postaci minimum zadbania o – bądź co bądź, publiczne miejsce w centrum miasta.
Może na koniec warto przypomnieć, że kultywować od cultus łacińskiego pochodzi, od colo, colere, colui, cultum, skąd i nasza kultura idzie, choć ostatnio, jak widziałem – kuleje.

(ak)

Zostaw komentarz

Proszę wpisz swój komentarz
Proszę wpisz swoje imię