Lapidarium – Sanktuarium

0
567

Gra na nosie legalnej władzy trwa w Polsce od czasu przejęcia rządów przez PiS. W stolicy opozycja z sali plenarnej Sejmu robi sobie estradę, sędziowie obwołują się nadzwyczajną kastą, a rodzimy nasz legnicki poseł chce impiczmentu dla Prezydenta RP za skorzystanie z aktu łaski.  Na naszym podwórku także zamanifestowano udział w tej grze – figury ruskiego sołdata i kabewiaka z pepeszą z Placu Słowiańskiego wciąż są eksponowane na widoku publicznym.

 

Tak nasz Ratusz zatrzymał czas i zakrzywił przestrzeń Muzeum Miedzi, która teraz sięga aż, hen – pod cmentarz przy ulicy Wrocławskiej. Nazwano tę przestrzeń lapidarium, za niemałe pieniądze ogrodzono i zabezpieczono (po odpiłowaniu lufy sowieckiego mosina przez nieznanego sprawcę) i zadbano o odpowiedni soft.
Nie wiadomo, czy pisarz z muzeum stworzył uwerturę do swojego opus przy lapidarium na poważnie czy nie. Dla pewności przytoczmy ją in extenso:
Powstające na przestrzeni tysiącleci monumenty odzwierciedlają ludzkie pragnienie przezwyciężenia upływającego czasu i pozostawienie potomnym ważnego przesłania. Pomniki niezmiennie pełniły funkcje integracyjne i wychowawcze. Zamknięte w materialnej formie wyrażały wartości, które należało przekazać i przy których usiłowano zgromadzić przyszłe pokolenia.

Na szczęście pragnienie budowniczych pomnika, ich zleceniodawców i ideowych patronów nie wytrzymuje próby czasu tak jak i jego przesłanie, a przyszłe pokolenia (znaczy: my!) ostatecznie odwróciły się od wartości, w imię których powstawał ( choć obecny gensek – Włodzimierz Cz. widzi to zupełnie inaczej). O funkcjach wychowawczych zamilczmy. Z miłosierdzia. I przyzwoitości.

Upływającego czasu jednak nie chcą zauważyć władze naszego miasta i dyskretnie, acz nieustępliwie – przekształcają lapidarium w sanktuarium.
Oto przygarnięte do Uniejowic ¾ Konstantego Rokossowskiego – wróciło do Legnicy i stanęło wśród zdekomunizowanych „resztek sowieckiej okupacji” – jak te obiekty nazwano w Legnickim Klubie Gazety Polskiej.
Czy skrupulatni urzędnicy Ratusza znaleźli pieniądze na tę podróż i powrót marszałka już wtedy, gdy zaplanowali lapidarium, czy dopiero teraz – nie wiadomo. Rada Miasta nie zajmowała się taką kwestią ostatnio. Wiadomo natomiast, jak oszczędzało się na współczesnym Rokossowskiemu Władysławie Dybowskim, którego patriotyczną działalność na rzecz Zachodu (wówczas zgniłego i imperialistycznego) z lubością nazywano szpiegowaniem (w tym samym medium, które kiedyś nawet próbowało stawiać się Ratuszowi). Ulicę imienia Dybowskiego zamordowanego w więzieniu mokotowskim wytyczono gdzieś na wygwizdowie byłego lotniska i oznaczono dwoma tablicami. Tanio. Na dodatek – chyba z oszczędności zabrano mu rangę majora, żeby tablica była krótsza.
Pamięć o naprawdę wartym pomnika i starań o pozostawienie potomnym ważnego przesłania wiceprezydencie Legnicy w latach 1945 – 1947 nie wydała się władzom miasta ani interesująca, ani wartościowa, ani potrzebna.
Zamiast tego myślenie o tożsamości miasta oparto na wydumanym koncepcie Małej Moskwy i jego bakcylach takich jak (corocznie dotowany, ale za to zupełnie obcy) rosyjski romans. Szkoda.
Chcąc nie chcąc, nasi włodarze zupełnie niepotrzebnie przystępują do powszechnej gry w kontestowanie władzy i prawa hołubiąc pomniki słusznie minionych czasów i równie pieczołowicie, co kosztownie i – niepotrzebnie – gromadzą figury postaci niewartych takiego – nomen omen – poświęcenia.

(ak)

Udostępnij
Poprzedni artykułLegniczanie nagrodzeni
Następny artykułPetro najlepszy

Zostaw komentarz

Proszę wpisz swój komentarz
Proszę wpisz swoje imię