Karnawał

0
279

Świat ma przekształcać się w rodzaj permanentnego karnawału, co samo w sobie jest oksymoronem. Specyfika karnawału, polega na tym, że jest to czas wyłączony z normalnego biegu. Jest czymś w rodzaju wyłomu w zwyczajnym bytowaniu, krótkim okresem, w którym zawiesza się normy. To moment, w którym niejako dopuszcza się demony do władzy. Bronisław Wildstein.
https://teologiapolityczna.pl/o-kulturze-w-czasach-ideologicznego-zametu-rozmowa-z-bronislawem-wildsteinem

Klasyczny karnawał – ten istniejący w kulturze europejskiej jeszcze w wieku XIX – postulował poluzowanie więzów i hierarchii. Karnawał deabsolutyzował porządek ludzki. Uczestnicy zabawy poświadczali wolę sprowadzenia wszystkiego na ziemię przez ostentacyjną cielesność zabaw – przez konkursy obżarstwa i opilstwa, głośne bekanie i pierdzenie, transowy taniec i uprawianie seksu. Karnawał stawał się w ten sposób projektem społeczeństwa bezpośredniego dostępu – przeciwieństwem nietykalności gwarantowanej klasom wyższym przez porządek sprawowania władzy. Dystans społeczny był prześmiewany właśnie po to, aby można było przełamać podziały wytworzone przez władzę. Przemysław Czapliński.
https://www.batory.org.pl/wp-content/uploads/2021/02/O-nowa-umowe-spoleczna.1.pdf

Dwa te teksty (aby nie narazić się na zarzut manipulowania podaję źródła-adresy i, oczywiście, informuję, że to jedynie fragmenty większych wypowiedzi), w których głównym pojęciem jest karnawał – pokazują, jak można potraktować refleksję i jej odbiorcę.
Zestawione przypadkiem, jak przypadkowa jest/bywa lektura tego czasu – wynikająca z mnogości głosów, idei i zachcianek.
Jest różnica.
Oba spojrzenia na karnawał pojawiają się niemal jednocześnie, choć w zupełnie różnych ośrodkach (Fundacja Batorego i Teologia Polityczna) można zbadać w celu ustalenia, czy zgodne są z dociekaniami znawców i badaczy kultury (pojawia się tu Michał Bachtin) lub punktu widzenia, jaki przyjęto dla oglądania zjawiska. Można także – do ustalenia rzetelności użycia i profilu użytkownika tego pojęcia. I celu publikacji. Samo źródło także mówi niemało.
Doświadczenie karnawału współczesne, jakkolwiek byśmy na nie spojrzeli – czy w obecnym kowidowym, czy jeszcze – przedkowidowym trybie – zawsze zakładało jego wyraźne granice.
Gromki początek z szampanem i fajerwerkami, i śledzik na zakończenie. To czas wyjątkowy, szalony przed następującym po nim okresem postu. Czasem wyrzeczeń, refleksji, nakładania na siebie pewnych uciążliwości, które miałyby prowadzić do uszlachetnienia, naprostowania.
Jasne, że dzisiaj mówienie o szlachetnieniu albo refleksji to jakaś fantastyka. Takie podziały roku to coś, jak się zdaje – nie z tego świata. Karnawał, kiedy istniał, miał sens, o ile istniał i miał sens sam post. Oderwany od postu (wyrzeczenia, refleksje, wgląd w siebie) karnawał staje się czymś zupełnie nie do pary. Dlatego B. Wildstein mówi o oksymoronie: permanentny karnawał. Czytamy tu o zawieszeniu norm. Zawieszeniu, a nie odrzuceniu. Zawieszeniu, po którym normy wracają.
Natomiast u P. Czaplińskiego mówi się o karnawale jak o etiudzie rewolucyjnej: aby można było przełamać podziały wytworzone przez władzę.
Karnawał w ujęciu Przemysława Czaplińskiego staje się Projektem społeczeństwa bezpośredniego dostępu. Ta nienotowana nawet przez Wikipedię nazwa zapewne jest jakąś mutacją społeczeństwa otwartego czy czegoś w tym guście, a autor usiłuje koncepcję Bachtina dotyczącą społeczeństw feudalnej Europy zmodernizować i ustroić w nowoczesny kostium Strajku Kobiet.
Jego tekst O nową umowę społeczną, z którego wyjąłem ten ustęp o karnawale, jest próbą unaukowienia ruchu Marty Lempart, stworzenia mu jakiejś metodycznej podstawy.
Przypomina to postawy wielu intelektualistów PRL, którzy, jak pokazał Jacek Trznadel w Hańbie domowej, znajdowali bardzo różne uzasadnienia wspierania instalowania i umacniania sowieckiego systemu w powojennej Polsce.
Dla korzyści, komfortu, spokoju w końcu.
Karnawalizacja życia w Polsce, w rozumieniu pojęcia zaproponowanym przez p. Czaplińskiego, wydaje się – trwa. I manifestuje się nie tylko w kolejnych blokadach ulic, marszach z prymitywnymi hasłami (także i ich naukowego podniesienia dokonywał P. Czapliński w swoim tekście).
Najnowszym wytworem takiego karnawalizowania była manifestacja posłanki Lewicy Ż., która pokazała się w gromadzie partyjnych młodzianków z tablicami nazwy ulicy: Ofiar Żołnierzy Wyklętych. Manifestacja, dla której posłanka Żukowska znalazła sobie dobre okolicznościowe tło – to Narodowy Dzień Pamięci Żołnierzy Wyklętych. Rewolucyjne odwracanie kota ogonem albo stawanie na głowie.
W rewanżu, czystej złośliwości, przyznaję – zaproponowałbym w dniu 1 maja, kiedy poseł Czarzasty i posłanka Żukowska będą maszerować z czerwoną szturmówką, aby tabliczką z nazwą: Ofiar Oświeconego Postępu przypominać studiowaną przez W.I.Lenina eksterminację ludności Vandei, Wojskowy Korpus Górniczy albo głód na Ukrainie.

Tylko, zastanawiam się, kogo dałoby się nakłonić do zrealizowania takiej karnawałowej nomen omen – przewrotności?

Adam Kowalczyk

 

 

Zostaw komentarz

Proszę wpisz swój komentarz
Proszę wpisz swoje imię