Dwa lata, dwa miesiące, dziesięć dni

0
156

Miara nierówna, rocznica żadna. Fakt, że tyle go nie ma. Płaczu też. Ani ubolewania, że zniknął symbol. Rozdzierania szat nad zaburzoną tożsamością mieszkańców lub miasta – też nie. Fantomowych boleści z powodu dziury, braku amputowanego kawałka – również. Obaw przed zemstą mocarstwa? Hm. Zszarganych uczuć starszego pokolenia? Nie bardzo. Braku miejsca na wylewności wyższego rzędu – też nie.


Komuś go brak?
Po co były te krzyki, wielkie słowa (Asnyku Adamie!), straszenia, udawany gniew, wyrażanie o przyzwyczajeniach, mowy o przywiązaniu do znaków, poszanowaniu historii albo sprzymierzeńców. Te przywoływania międzynarodowych kontraktów, których nigdy nie ujawniono w całości a tylko przytaczano dziwnie ogólne i nigdy dość ścisłe fragmenty? Nawoływania do przyzwoitości?
Wolne żarty!
O czym mowa?
O pamiątce tak zwanej wdzięczności.

Miarę pomieszania w sprawie słuszności obecności byłego tak zwanego pomnika na Placu Słowiańskim w Legnicy, mógłby dać materiał telewizji, w którym Obywatele są indagowani z powodu zawieszonego na nim swego czasu baneru przypominającego pakt Ribbentropp-Mołotow z 23 sierpnia 1939 roku.

Pomnik mi nie przeszkadza, bo dla mnie tu już jest historia – powiada Obywatel. Oczywiście, układ Ribbentropp-Mołotow jakby jest poza historią i Obywatel myśli i mówi o czarno-czerwonym banerze: Lepiej, żeby tu nie wieszali.
Przecież to jest pomnik niby to przypominający przyjaźń polsko-radziecką i tak dalej. Wedle mnie to nie powinno być w tym miejscu – powiada Obywatel i tym niby to i i tak dalej – asekuruje się beznadziejnie. I słabo.
Jak to jest więc?
Do historii należało więc stawianie pomników podpalaczom świata, agresorom nazywanym wyzwolicielami, którzy w marszu na Berlin nie przy okazji zgoła – ustanawiali nie u siebie przecież swoje krwawe i zbrodnicze porządki bez pytań i wahań (na dodatek przecież ci wyzwoliciele prowadzili wówczas Wielką wojnę ojczyźnianą, którą liczyli od 22 czerwca 1941 r. a nie od 1 września czy, może lepiej – od 17 września 1939 roku).
Lecz do historii nie należał już dla Obywateli zasadniczy dla tej właśnie sprawy fakt sowiecko-hitlerowskiego porozumienia i zobowiązania, na mocy którego Polska została rozdarta po raz czwarty i zniknęła z mapy Europy, inteligencja wytrzebiona w Katyniu, kacetach i łagrach a obywatele uznani za podludzi na przemiał.
Tak to w jednej głowie tego samego Obywatela zmieściła się na raz i zgoda na sowieckie znamię na polskim mieście, i niezgoda na przypomnienie sowieckiej agresji na Polskę.

O słabości! O naiwności!

W obecnej dziwnej i strasznej atmosferze zarazy zamazują się rocznice, daty, a historia wydaje się nie mieć dzisiaj żadnego znaczenia. Na czoło wiadomości dostają się dane o śmiertelności, zakażonych i wyleczonych, testach i szczepionkach. Tego głównie dziś szuka się jako najważniejszego.
Ale choć powstają wizje nowego świata po pandemii, tamte historie warto pamiętać ku przestrodze i nauce.
I dla sprawiedliwego rachunku.

Adam Kowalczyk

Zostaw komentarz

Proszę wpisz swój komentarz
Proszę wpisz swoje imię