Dobro

0
421

Powrót Donalda Tuska i jego sobotnie przemówienie to efekt namów i nakłaniań Borysa Budki. Dużo czasu układał sobie Donald Tusk konspekt tego swojego show. W końcu zawiadomienia o jego come back zajmowały media od dość dawna. Entuzjastyczne przyjęcie nie dziwi – słuchały go wyżyny PO.


W telewizorze było widać same znane twarze Ewa Kopacz (kopała na metr głęboko), Radosław Sikorski co to boi się niemieckiej bezczynności, Rafał Trzaskowski, który w stolicy robi to, co robi. Nawet poseł legnicki widoczny był, ale bez krawata, bo w dalszym rzędzie.

Odsłuchałem sobie tę mowę, w której Donald Tusk kreuje się, jak zwykle, na swojaka i mizdrzy do ukochanych dzieci, odsłuchałem, żeby uchwycić tę manichejskość, którą podkreśla się w niektórych mediach. Manicheizm: walka ze złem – idea stara i nieżywa jak sam Mani, co to ją ułożył i propagował (stracony przez zwolenników zoroastryzmu).

Na YT opublikowano więc tę mowę z tytułem, że wrócił i uderzył w cały PiS. Siedem lat wystarczyło Donaldowi Tuskowi albo w pojęciu Donalda Tuska siedmiu lat wystarczy, aby móc o złodziejstwie mówić w związku z PiS i nie mieć obaw o skojarzenia z nazwiskami takimi jak Sławomir Nowak. Żeby mówić o niekompetencji i nie mieć wahań o skojarzenia z nazwiskiem takim jak Jan Vincent Rostowski, Cezary Grabarczyk, żeby mówić o ferajnie i nie mieć obaw o skojarzenia z nazwą Sowa i przyjaciele.
Śmiałość skojarzeń i swoboda wypowiedzi, mowa ciała i gestykulacja robi wrażenie. Na partyjnych wyżynach z pewnością, bo poznają go: taki zawsze był, wrócił, ten sam i taki sam, jakiego sobie zapamiętali, jakiego sobie śnili te lata po utracie władzy.
Najbardziej jednak Zwraca uwagę ten manichejski trop show Tuska. Kiedy nazywał politykę PiS złem (PiS to nie ludzie – jak już gdzieś napisano w związku z tym wystąpieniem).
Można i tak, ale to równanie pozostało zadziwiająco niekompletne, ponieważ wzywając do walki ze złem starannie wystrzegał się Donald Tusk użycia nazwy przeciwnika zła (czyli Platformy Obywatelskiej) – walczącego ze złemDobra.
Tę opozycję Dobro – Zło uzupełnia się automatycznie i samo przez się, i automatyzm ten pozostawił odbiorcom słuchaczom Donald Tusk.
Nie nazwał Dobrem Platformy z właściwej sobie skromności, świadomości przesady, kokieterii?
Czy może obaw, że jednak mimo tych lat jego nieobecności w polityce polskiej będą pamiętali niektórzy, jak budowano autostrady przed Euro 2012, jak dorabiano się na wwożonym bez kontroli paliwie, ilu młodych, którzy nie schodzili Donaldowi Tuskowi z ust podczas sobotniego show, wyjechało z Polski za jego rządów. O nie tak dawno ogłoszonych rozmowach z Edmundem Klichem i Smoleńsku mówić nie warto. Także o Amber Gold i jego klientach, o projekcie zlikwidowania przy okazji LOT.
I innych jeszcze sprawach, których Donald Tusk Dobrem nie poważył się jednak nazwać tej pamiętnej soboty powrotu.
Ze złym może wszakże walczyć gorsze odeń, najgorsze w końcu. Zło stopniowalne jest. Ot, co.
I chociaż nie sposób urzeczowić tych stopni wyższych zła (jakkolwiek słowotwórstwo to umożliwia: gorszość, najgorszość), to nienazwanie Dobrem Platformy, choć do walki ze złem stawać zamierza – wydaje się jakimś brakiem. I zastanawia.
Wśród więc wielu figur i wątków show Tuska Donalda elementy manicheizmu nietrafione zdają się. Zdecydowanie.
Swoją drogą, ciekawe jest, że Platformerskiej górze bajer Donalda wciąż leży, jakby czas się nie imał ani jego, ani ich.

Adam Kowalczyk

PS
I jeszcze w peesie dodam, że takie złośliwości Donalda Tuska, że pozwolono PAD zrobić sobie fotę przy windzie z Joe Bidenem łatwo sparować, może mniej ostrą, ale częściej pokazywaną obserwacją dotyczącą obsługi w zakładaniu marynarki na kolegę Junckera. Ewentualnie czułości i obłapianie z Przewodniczącym Komisji Europejskiej.
Niełatwo zapomnieć.

A.K.

 

Zostaw komentarz

Proszę wpisz swój komentarz
Proszę wpisz swoje imię