Dęcie

0
364

Dmuchanie dziurawej dętki jest, istotnie, nonsensowne. Tak samo jak dotowanie skacowanego przyjemniaczka spod marketu.


Bez dwóch zdań – prawie samą prawdę pisze redaktor Kanikowski.
Ale dętka to jedno, zaś rzecz nadzorowana przez niego w serii Nie odpuszczamy – to zupełnie inna waga sprawy.
Pojawiają się reminiscencje.
Przychodzą wątpliwości.

A dlaczego nie?
Jarosław Kaczyński korzysta z ochrony opłacanej z pieniędzy partii. Jego partii. Partii PiS, która sama się trudzi rozliczaniem własnych pieniędzy bez dziennikarskiego węszenia.
Oprócz Jarosława Kaczyńskiego tego dnia, w którym tak korciło legnicki KOD – pojawiło się w hotelu sporo oficjeli.
Marszałek Sejmu, ministrowie rządu, wojewoda, posłowie, senatorowie.
Takiego czegoś nie zaznali za rządów Donalda Tuska legniccy zwolennicy PO. Jesienią przeszłego roku pytali w Ratuszowej Roberta Kropiwnickiego: Kiedy Donald przyjedzie?
No, niestety.
Trzaskowski Rafał? Schetyna Grzegorz? Kidawa-Błońska Małgorzata?
Nie, zdecydowanie to nie to.
Wzbudzająca raczej obawę i odruch wstrętu niż podziw zdolność mobilizowania oglądana podczas robionych na zawołanie i zamówienie czarnych marszów (z powodu rozstrzygnięcia w sprawie aborcji) może dawać asumpt, jak to mówią, do mobilizacji prewencyjnej.
Może czy nie może?
Może.
Nie mobilizowania „się”, lecz mobilizowania, bez „się”. Czyli zwoływania, skrzykiwania doraźnego ludzi sobie obcych, nieznanych, spojonych pozornie. Przypadkowych. Których bez dyrygentury social mediów i udzielających się tam animatorów oraz dostawców tektury i pomysłów na chamskie hasła – nie byłoby można zgromadzić.
Nie mówiąc o skupieniu. Ludzi, którym zdaje się, że wezmą swój los w swoje ręce. Tymczasem los ich biorą w swoje ręce zupełnie nieznani im macherzy i aktywiści w sprawach mrocznych i dla nich niepojętych.
Skupienie nie jest raczej, jak sądzić wolno – ulubionym stanem tamtych młodych ludzi, których prowadzała po mieście specjalistka ds. społecznych sylabizująca: Rewolucja jest kobietą!
Gdyby byli do tego zdolni – pewnie nie uczestniczyliby w tym rachitycznym pochodzie.
Co innego tamten wielki marsz udokumentowany przez wszystkie zdecydowanie przeciwne rządowi media z Legnicy. Tak jak i te w innych miastach – podobnie bogato dokumentowane – jako wielki społeczny sprzeciw. To była dopiero demonstracja! Na dodatek uświetniona i wzmocniona obecnością parlamentarzystów i lokalnych polityków: R. Kropiwnickiego czy J. Rabczenki.
Powodem do jeszcze większej dumy był następny marsz, o którym niepodpisany autor
z e-legnickie.pl pisał bez ogródek jako o zrodzonym na profilu społecznościowym, na pełnym spontanie bez podpowiedzi polityków.
Ten marsz…

…tak przerastał tamten marsz KOD, że nazwano go igraszką.
Zdjęcia pokazują rzeczywistą ogromną skalę wydarzenia.
Autor doniesienia zauważył: Z każdą minutą przybywało policyjnych radiowozów na sygnałach. Policjanci zabezpieczali bezpieczeństwo idących jednym pasem ulicy.
Narzekający aktualnie na wydatki w związku z obecnością Jarosława Kaczyńskiego w Legnicy redaktor Kanikowski odnotował to wydarzenie także. Popełnił tekst To jest wojna! Legnica się wściekła na PiS i zamieścił go w swojej witrynie 25/10/2020.
Z powodu rozmiarów tych marszów (najpierw 1.5 tys. następnego dnia 2 tys.), wobec którego jakoś zdystansował się redaktor Kanikowski cudzysłowem “spontaniczny spacer”, nie naszła wówczas redaktora refleksja nad kosztami zapewnienia bezpieczeństwa „spacerowiczom”.
Jednego dnia 1500, drugiego 2000 ludzi, których twarze, choć programowo demonstrowali wściekłość – wyrażały niezły ubaw i przyjemność w eksponowaniu wulgarnych haseł skrupulatnie odnotowanych przez redaktora K.
Zabezpieczanie…

…tego karnawału musiało Policję kosztować niemało.
Gdzież wówczas była dzisiejsza wnikliwość redaktora Kanikowskiego?
Dociekliwość redaktora Kanikowskiego?
Gorliwość redaktora Kanikowskiego w publicznej pieczy nad wydatkowaniem publicznego grosza?
Dziennikarska rzetelność redaktora Kanikowskiego?

Jak czytamy u Jana de La Fontaine – bezpieczeństwa ostrożność jest matką.
Wobec dezynwoltury lokalnej specjalistki ds. spraw społecznych, śmiałości Marty Lempart, tak zwanej babci Kasi lub innych aktywistów korzystających z uroków wolności słowa i innych wolności gwarantowanych demokracją – policyjne zabezpieczenie spotkania z Jarosławem Kaczyńskim wydaje się celowe.
Powtórzę – do zabezpieczenia spotkania z Jarosławem Kaczyńskim a nie Jarosława Kaczyńskiego, jak pisze redaktor Kanikowski. Bo pewności, że uczestnicy spotkania, zwolennicy PiS, niekoniecznie z nożem w zębach – nie zostaną opluci czy obrzuceni wyzwiskami lub czymś twardszym – nigdy mieć nie można.
Podgrzewana przez Donalda Tuska temperatura życia politycznego, nawet lokalnie – wciąż rośnie.
O to mu chodzi. Od wskazania przez niego Zła w lipcu 2021 roku. Przez deklarację gwarancji wyciągania z biur państwowych urzędników. Aż po, niewątpliwie także obciążający kieszeń podatnika – wniosek Donalda Tuska o ochronę, którą zapewnił mu minister Kamiński.
O zamordowanym Marku Rosiaku zapewne redaktorowi Kanikowskiemu wiadomo.
I podobnych Ryszardowi Cybie.
Na hasło Przed domem Kaczyńskiego wyszukiwarka wyrzuca morze zawiadomień z całych lat histerii na Żoliborzu.
Histerii zapewne całkowicie spontanicznej i – bez podpowiedzi polityków – zacytujmy nie bez ironii legnickich reporterów.
Którzy nie odpuszczają.
Niekiedy.

Adam Kowalczyk

Zostaw komentarz

Proszę wpisz swój komentarz
Proszę wpisz swoje imię