Cień Giertycha

0
452

Konfederacja ogłosiła sukces po I turze wyborów. Zwiększyli ilość głosujących na swego kandydata, choć nie powiększyli procentowego udziału wśród ogółu głosujących. To by oznaczało, że w przypadku wyborów parlamentarnych, ich pozycja polityczna pozostałaby bez większych zmian. A jednak jest pewien element, który upoważnia tą partie do ostrożnego optymizmu.

I nie są to zapewnienia, ze stała się trzecią siłą w parlamencie. One brzmią ładnie, ale nie zmieniają marginalnej pozycji jaką zajmują na scenie politycznej. Otóż w tych wyborach Bosaka poparła część elektoratu konserwatywnego, tej pory popierającego PIS, bądź też nie uczestniczącego w wyborach. Był to gest ostrzeżenia wobec PISu, nieskorego do poparcia podstawowych postulatów tej części opinii publicznej jakimi są ochrona życia, czy wypowiedzenie konwencji genderowej. Do tej pory ten elektorat był sceptycznie nastawiony wobec Konfederacji ze względu na obecność w niej libertarian. Jednak jednoznaczne poparcie postulatu ochrony życia przez wszystkich posłów Konfederacji i rozczarowanie PISem, spowodowało, że w tych środowiskach zarysowała się tendencja do poparcia Konfederacji. Trudno ocenić wielkość tego elektoratu, ale nawet szacując bardzo ostrożnie można szacować go na co najmniej od 0,5% do 2%. A w polskich warunkach przesunięcie tego elektoratu od PISu do Konfederacji może oznaczać zarówno spadek bezwzględnej większości pierwszej partii w Sejmie i wydatne wzmocnienie drugiej. Oznaczałoby to konieczność zawarcia koalicji, co z punktu widzenia elektoratu konserwatywnego byłoby to optymalnym rozwiązaniem. Wymusiłoby to bowiem realizację przynajmniej części postulatów konserwatywnych przez rządzącą koalicję. Oczywiście, o ile Konfederacja będzie reprezentowała postulaty konserwatywne. Dziś zasadniczym postulatem konserwatywnym jest dążenie do zahamowania ofensywy rewolucji nihilistycznej uderzającej w społeczne i moralne podstawy życia narodowego, a zwłaszcza uderzającej w charakter rodziny i prawa wychowawcze rodziców. Heroldem tej rewolucji genderowej jest dziś Rafał Trzaskowski walczący o prezydenturę Rzeczpospolitej. Jego ewentualny sukces byłby ogromnym wzmocnieniem tej rewolucji i stanowi zagrożenie narodowe. Nic też dziwnego, że dla tej części opinii publicznej zasadniczym zadaniem jest niedopuszczenie do wyboru Trzaskowskiego.

I tu konserwatywna opinia, która poparła w I turze Bosaka, zaczyna czuć się zawiedziona „symetrycznym” stosunkiem kierownictwa Konfederacji do wyboru w II turze. Dla tej części elektoratu sytuacja jest oczywista. Jesteśmy w stanie zagrożenia rewolucją nihilistyczną, którą reprezentuje Trzaskowski. A jego kontrkandydatem, nie w pełni zadawalającym, ale jednak nie atakującym cywilizacji chrześcijańskiej, a co więcej wspierającym zwłaszcza materialne prawa rodziny do wychowania dzieci, jest urzędujący prezydent. W tej sytuacji naczelnym zadaniem narodowym i cywilizacyjnym jest zablokowanie Trzaskowskiemu drogi do prezydentury i tym samym poparcie kandydatury Dudy.

Tym czasem mamy do czynienia z zrachowaniami liderów, które w konserwatywnym elektoracie budzą niepokój i zdziwienia. Zamiast jednoznacznego przeciwstawienia się zagrożeniu jakie niesie Trzaskowski, mamy do czynienia z dziwnymi wypowiedziami wskazującymi na swoisty „symetryzm” obu ubiegających się kandydatów. Ta postawa nie tylko budzi zdecydowany opór tej części wyborców, ale w konsekwencji doprowadzi do zablokowania zarysowanej ostatnio tendencji przechodzenia konserwatywnych wyborców na stronę Konfederacji i z pewnością spowoduje wycofanie poparcia tych, którzy w I turze obdarzyli jej kandydata zaufaniem. Oznaczałoby to jej marginalizację , nawet jeżeli przekroczyłaby parlamentarny próg wyborczy.

Otóż zasadniczym powodem takiego zachowania są emocje wobec PISu w tej partii. PIS bowiem uznał likwidację ugrupowania po swojej prawej stronie za swój podstawowy cel polityczny. I stąd mieliśmy do czynienia z wieloma, często bezpodstawnymi atakami na Konfederacje. Była to polityka i głupia i podła, bo nie brała pod uwagę ewolucji nastrojów społecznych i narodowych potrzeb. Nie mniej zostawiła trwały ślad w postrzeganiu PISu przez polityków Konfederacji.

Konfederaci, a przynajmniej ich część uważa, że dla istnienia i rozwoju ich partii może być korzystny sukces Trzaskowskiego, stąd to dziwne i zaskakujące zachowanie jak na prawicowe ugrupowanie. Otóż w tym rozumowaniu mamy do czynienia , nie tradycją narodowej szkoły politycznego myślenia, a ze zwykłym partyjniactwem, będącym dziedzictwem Romana Giertycha w tej partii. Otóż Roman Giertych w czasie, gdy był w Sejmie uważał, że najważniejszym jego zadaniem nie jest obrona interesu narodowego, a interes własnej partii. Zaś interes narodowy miał być przykrywką dla obrony interesu partyjnego. To najbardziej widoczne było w czasie walki o uchwalenie poprawki konstytucyjnej o ochronie życia dzieci nienarodzonych. Jej uchwalenie zależało od poparcia części posłów PO, których początkowo było wystarczająco wielu, żeby poprawka została uchwalona. Ale dla Giertycha nie poprawka była ważna, a zmonopolizowanie poparcia elektoratu katolickiego i dlatego zamiast przyczynić się do pozyskania posłów PO do uchwalenia tej poprawki, Giertych koncentrował się na atakowaniu PO, przyczyniając się tym samym do erozji tego poparcia. I choć decydującą rolę w pogrzebaniu tej poprawki odegrali bracia Kaczyńscy, to Giertych dla nich okazał się „użytecznym idiotą”. Ta postawa Giertycha, wbrew jego zamierzeniom nie przyczyniła się do wzrostu poparcia społecznego dla jego partii, ale wprost przeciwnie spowodowała odwrócenie się elektoratu katolickiego i wyprowadzenie Giertycha z parlamentu.

Otóż i dziś możemy mieć z podobną sytuacją do czynienia. Bo partia polityczna powinna być przede wszystkim propozycją przywództwa narodowego, to znaczy wyznaczać kierunki rozwoju, definiować wyzwania i skutecznie na nie odpowiadać. Oznacza także definiowanie szans i zagrożeń. Zwłaszcza dziś gdy te zagrożenia narastają, każda partia musi je dobrze zdefiniować i mobilizować swoich zwolenników do przeciwstawienia się im. Natomiast postawienie interesu partykularnego, jako podstawowego i brak odpowiedzi na zasadnicze zagrożenia, oznacza rezygnację ze społecznej funkcji do jakiej partie są powołane. Oznacza więc faktyczną kapitulację, zgodę na niszczenie narodowej wspólnoty i w konsekwencji na śmietnik historii. Konfederaci w stosunku do kandydatury Dudy kierują się przede wszystkim emocjami, ale emocje w wyborze politycznym oznaczają najczęściej początek nielojalności wobec własnego narodu. Duda nie poprowadzi naszego narodu w krucjacie w obronie cywilizacji chrześcijańskiej, ale dziś walka nie ma charakteru ofensywnego, a jedynie ma charakter obronny. Chodzi o to aby rewolucja nihilistyczna nie zdobyła kolejnych ważnych przyczółków. I żaden polski patriota nie może być w tej sytuacji „symetrystą”. Po prostu toczy się walka o przyszłość Polski i naszym przeciwnikom nie można ułatwiać sytuacji.

Maciej Giertych, ojciec Romana swego czasu poparł stan wojenny. Teraz wraz ze swoim synem popierają Trzaskowskiego na prezydenta. W ich zachowaniu jest pewna logika. Ale nie jest to logika obozu narodowego, nie jest to logika obrony dobra wspólnego, a jedynie partykularnych, wrogich polskiemu interesowi, celów. Obaj Giertychowie w swoich wyborach politycznych zawsze się kierowali bardziej nienawiścią do swoich konkurentów politycznych, niż interesem narodowym. Obu kierowanie się przede wszystkim emocjami zaprowadziło na manowce polityczne.

Konfederacja ma szanse odegrać historyczną role w obronie naszej wspólnoty narodowej i jej moralnych i cywilizacyjnych podstaw, dlatego powinna stanąć na czele obrony cywilizacji chrześcijańskiej. W przeciwnym razie podzieli los polityczny Giertycha. Czas wyjść z jego cienia i stanąć do walki.

Marian Piłka

Historyk, publicysta, członek Prawicy Rzeczypospolitej

Udostępnij
Poprzedni artykułZ liścia: Wybory
Następny artykułFuria

Zostaw komentarz

Proszę wpisz swój komentarz
Proszę wpisz swoje imię