Sowietów czar (część V): Epizod II. Rachunki z mafią

7
382

Przetestowałem już podróżowanie samochodem po Rosji. Pora na pociągi.
Żadna kolej na świecie nie jest tak dobrze zorganizowana jak koleje w krajach byłego ZSRR.


Oczywiście dużo zależy od samego personelu obsługującego pasażerów.
Miejsca w pociągach dalekobieżnych są rezerwowane. Nie ma stojących, każdy ma  siedzące, przystosowane do zmiany na miejsce do spania.

 

Horror w  kostnicy

Szokiem było dla mnie, gdy gdzieś, na jednej z pierwszych tras wsiadłem do wagonu taniej klasy tzw. wagon obsthij. Bez przedziałów z przejściem pośrodku. Ponieważ wsiadłem nocą, oczy moje zarejestrowały przerażający widok – szereg śnieżnobiałych prześcieradeł spod których wystawały stopy i nogi. „WAGONOWA KOSTNICA!!!” pomyślałem i oblał mnie zimny pot… Nieeee, to śpiący pasażerowie, a ja intruz musiałem właśnie obudzić trójkę z nich, aby wejść na pięterko gdzie było moje spanko. Za chwilę leżałem również w kostniczej pozycji.

 

Przyjęty…

…zostałem przyjaźnie przez wszystkich: i z prawej i z lewej strony. Tych z tyłu i tych z przodu wagonu. Już wiedzieli, że do wagonu wsiadł Polak, bowiem pani opiekunka stewardessa poprosiła mnie o paszport komentując głośno „kakoj surpriz, wy z Polszy”. I zaczęło się, na stole ktoś postawił butelkę wódki, ktoś inny kiszone ogórki ze słoikiem a jeszcze ktoś tam położył przede mną duży kawałek suszonej ryby na zakąskę. Przy okazji dowiedziałem się, że to ulubiony przysmak Rosjan, aczkolwiek droższy niż dobra kiełbasa.
Ja miałem w walizce niemiecką czekoladę i kawę, którą nam i sobie zaparzyła pani stewardessa.
Zaraz później zaprosiła mnie grupka młodzieży podróżującej jak ja do Moskwy. Było wiele pytań i wiele moich odpowiedzi. Przekazali pozdrowienia, gdy dowiedzieli się, że piszę reportaże – „Niech pan pozdrowi od nas Polskę” i zapozowali do wspólnej fotografii. Rosjanie traktują podróżowanie koleją jak swego rodzaju celebrę. Tutaj panuje…

 

PRAWO WAGONOWE, porządek i zaufanie

Kilka razy wychodząc do toalety zostawiałem przez zapomnienie, a to portfel z dokumentami i pieniędzmi, albo sprzęt elektroniczny i inne cenne rzeczy. NIGDY nic nie zginęło. To prawo nadal funkcjonuje o dziwo we wszystkich kolejach poradzieckich, czy to na Ukrainie czy też w dalekim Kazachstanie…
Tak w miłej atmosferze dojechałem do Moskwy na dworzec Białoruski. Obok zaraz był dworzec Kurskij i tam miałem przesiadkę. Udało mi się zakupić bilet do Bielgorodu, ale dopiero na pociąg nocny. Oczekiwanie przez sześć godzin „umilał” mi natręt, którego interesowało dokąd jadę, skąd przybywam itd. Podchodził kilka razy w końcu go op……..em i dał mi spokój. Ale nie na długo jak się później okaże. W poczekalni poznałem Hindusa z charakterystycznym turbanem. Pogadaliśmy. On student, ja podróżnik udający się do Bielgorodu w odwiedziny znajomych.

 

Zaraz po północy…

…przyjechał pociąg. Ja i student weszliśmy do pustego o tej porze tunelu peronowego i jak spod ziemi pojawiła się grupa czterech lub pięciu osób uzbrojonych w noże i krótką broń, której przewodził NATRĘT!!! Co macie w bagażach, oddać portfele… Byłem w szoku, ale odpowiedziałem Natrętowi: „Jak ci nie wstyd ograbiać tego biednego studenta z biednego kraju, ograbiaj mnie, a jemu daj spokoj”. Ta moja riposta wytrąciła Natręta z równowagi a może nawet zawstydziła, bo zostawili chłopaka w spokoju.  I tak zaczęła się moja lekcja rachunków dodawania i odejmowania…

 

…z rosyjską mafią…

…nazywaną rekietem. Zabrał mój portfel, poszedł gdzieś za węgiel i po chwili wrócił mówiąc:  „W portfelu bylo 500 euro, 400 ci zabieram, a 100 oddaje abyś miał na bilet do domu, co masz w tej walizce?”. Musiałem otworzyć i pokazać kapitalizm w postaci kawy, czekolady, konserw, kiełbas, cukierków itd. „Po co Tobie to? W Rosji nie umrzesz z głodu”. „To dla moich przyjaciół w Bielgorodzie, oni mają małe dzieci i nie są tak zamożni jak ty…” Zdenerwowany Natręt kazał zamknąć walizkę i iść do pociągu, bo odjedzie za trzy minuty. Nie dałem za wygraną: „Pozbawiłeś mnie pieniędzy a ja chciałem moich przyjaciół Rosjan zaprosić na obiad do restauracji, kupić kwiaty dla niewiast…”.  Zły jak jasna cholera przywódca bandy wyciągnął ze zrabowanej mi kasy jeszcze 100 euro i oddał bez słowa. I jak się nagle pojawili tak też i zniknęli. Rabusie widmo. Biegnąc do wagonów napotkaliśmy dwa patrole policji, dziwne, że nie wcześniej.

 

DZISIAJ…

…KIEDY te rachunki z mafią podsumowałem twierdzę, że mimo wszystko mam nawet sympatię i dla Natręta oraz jego bandy. Przecież mogli mnie i studenta puścic tylko w skarpetkach. Nie wyobrażam sobie tej sytuacji w Polsce. Zapewne straciłbym wszystko z życiem włącznie. Przyjaciele czekali na mnie na dworcu. Później u nich w domu – czym chata bogata… Wystarczyło pieniążków, ponieważ mając doświadczenie i intuicję, kasę miałem „skitraną” nie tylko w portfelu….

 

Bolesław Bednarz-Woyda

7 Komentarze

  1. Kolejny wciągający czytelnika reportaż. Zazdroszczę opanowania,zimnej krwi i umiejętności wybrnięcia z opałów. Dzięki barwnemu opisowi chic na chwile i ja moglem poczuć klimat rosyjskiej ruletki 😄

  2. Bardzo Ciekawa przygoda, choć nie do końca sympatyczna i miła. Pozdrawiam Serdecznie Przyjacieu. Oczywiście jak zawsze w bardzo dobrym stylu opowiedziane.

  3. Dziękuję za komentarze. Podkreśliłem to już wcześniej w relacji – dzisiaj spoglądam na to zdarzenie z dozą pewnego rodzaju sympatii do bandziorów, ich sposób na życie bardzo ryzykowny i jak przypuszczam bezkarność tej grupy ma swój udział z policją, której zapewne musieli płacić…

Zostaw komentarz

Proszę wpisz swój komentarz
Proszę wpisz swoje imię