SEN – proces odmładzania

0
591

Już niedługo, w lutym będę obchodził OKRĄGLUTKIE 75 latek. Podobno, jak przyszedłem na świat był siarczysty mróz…

Akuszerka, kobieta radziecka nie wylewała za kołnierz i procentowa woda życia była podstawą jej narzędzia pracy… No i teraz ta okrągła jak dynia rocznica. W tym celu zacząłem już robić zapasy na URODZINOWĄ STYPĘ, bo to ma być stypa a nie fajerwerki. Kupiłem więc odpowiedni kontenerek wysokoprocentowej „wody życia” oraz lekko gazowaną mineralkę z dolnośląskiego WOJCIESZOWA.
Nie powiem wszyscy zaproszeni i przypadkowi goście baaaaaardzo sobie chwalili trunek i popitkę. Ja abstynent lekko przesadziłem z zapijaniem, przyczyna prosta, Wojcieszow (Zdrój) zawsze kojarzył mi się pozytywnie. Ileż to razy imprezowaliśmy ze zdrojową popitką…
No i stało się – coś dziwnego odczuwam od kilku dni.
DZIEŃ 1. (lutego). Luuuuudzie – znikły mi wory pod oczami!
Dzień 3. Lekko wchodzi mi się na moje drugie pięterko, żadnej zadyszki, rozpiera mnie energia.
Dzień 5. Kilka godzin wstecz byłem u fryzjera, miał pięć włosów do skrócenia i uczesania, pytał jeszcze czy z przedziałkiem czy bez… Teraz widzę, że głowa owłosiona jakbym miał 40 lat.
Dzień 6. pozbyłem się brzucha, żadnych zmarszczek, czary jakieś, zacząłem analizować sytuację – JA SIĘ ODMłADZAM w tempie kosmicznym.
Dzień 8. Wstałem rano bo zapukała do drzwi sąsiadka,
– Dzień dobry, ja do Pana sąsiada, ale widzę, że Pan chyba z rodziny. Co za podobieństwo. A nie wspominał mi, że ma syna… Dziwne…
– Wie pani tato wyszedł do sklepu po jakiś koniaczek, chcemy uczcić nasze spotkanie po latach.

Poszła sobie. Udało się ją zmylić. Spojrzałem w lustro i omal nie upadłem z wrażenia. Wyglądam na 25-latka!
Dzień 11. Ponownie ktoś dobija się do drzwi.

– Mam list polecony dla Twojego dziadka, ale zostawię awizo, niech przyjdzie na pocztę i odbierze sam. Małoletnim nie możemy wydawać takich przesyłek.
Ponownie lustro – jasna cholera. Widzę 16-latka. Ale, że ten proces tak szybko postępuje, tego nie przewidziałem.
Dzień 12. Zawsze podobała mi się sąsiadka z IV piętra. Chyba się w niej zakochałem. No tak. Ja zaczynam dojrzewać, jak pietruszka na grządce. Idzie właśnie ona. Ma dwie pełne torby zakupów.
– Pomogę Pani – zaoferowałem.
Spojrzała na mnie.

– Dziecko, to bardzo ciężkie torby.

Eee tam. Zabrałem obie. Ważyły razem może 20 kg i pobiegłem na czwarte. Jakież było jej zdziwienie, gdy zobaczyła dostawę towaru pod drzwi.
– Wejdź dziecko. Ale ty jesteś silny i wysportowany.

Zacząłem prężyć muskuły.
– Mam gorącą czekoladę, lubisz?

– No a jak, pewnie, że lubię.

– No to weź sobie do domu – dała mi pojemnik z czekoladą.

Koniec marzeń, a już myślałem, że ona mnie uświadomi w pewnych sprawach…
Dzień 14. Kurde wszystkie ciuchy, buty, rzeczy są na mnie za duże. Zadzwoniłem do Mirosława, mojego dobrego, legnickiego znajomego.
Przedstawiłem się jako wnuczek, który przyjechał do dziadka w odwiedziny. Poprosiłem, aby kupił mi używane rzeczy na wagę, co też Mirek uczynił. Przyniósł.
– A Ty dlaczego nie w szkole, do której klasy chodzisz? Niech zgadnę do szóstej?
– Tak, tak – odparłem.
Dzień 16. Jasna cholera. Nie mogę wstać. Mogę tylko chodzić, trzymając się krzesła, nogi stołu. O k..wa, jaki ja jestem mały. Szukam nocnika, bo do muszli klozetowej nie sięgnę.
Dzień 17 (lutego). Leżę w łóżku, w pewnym momencie zachciało mi się jeść, ale ja dopiero co się urodziłem. Krzyczę jak niemowlę i szukam cycka do ssania…
– Ty jołopie! Natychmiast przestań mi się dobierać, na seks mu się zebrało – obudziła mnie moja Luśka.
– Wiesz, śniło mi się, że właśnie jestem niemowlęciem… No to może zrobimy mi fotkę na naguska na tym łóżeczku…?

Bolesław Bednarz-Woyda

Zostaw komentarz

Proszę wpisz swój komentarz
Proszę wpisz swoje imię