Praga w pocovidowej mgiełce

0
563

Fotografia od wielu lat pozwala mi pokazać innym mój subiektywny ogląd otoczenia. Poza obrazami sprzed obiektywu dzielę się też własnymi refleksjami o obiektach zdjęć.

 

Praga, podobnie jak kilka innych europejskich miast, miała zapewne odczucia mieszane, kiedy z roku na rok przybywało do Złotego Miasta coraz więcej turystów. W 2019 było to ponad 3 mln gości z zagranicy i 600 tys. z kraju.

Trzeba pamiętać, że znakomita większość tego ruchu koncentrowała się na małym obszarze Starego Miasta i Małej Strany. Przejście przez most Karola, wąskimi uliczkami Starego Miasta czy przez rynek, obok ratusza z zegarem Orloj wymagało niemałej zręczności w wymijaniu zorganizowanych wycieczek ze wszystkich stron świata. To dla nich i na ich kieszeń powstawały liczne hotele i mieszkania na wynajem. To popyt na takie lokale windował ceny w całym mieście. Wystarczy powiedzieć, że cena mieszkania w Warszawie ledwo wystarczy na połowę porównywalnego lokum w Pradze. Turyści to także wesołe zabawy do białego rana, na okrągło, przez cały rok. Ale ten tłum gości przynosił też miastu, hotelom, restauracjom, kawiarniom i sklepom pokaźne wpływy i dochody. To dlatego władze miast turystycznych zastanawiały się jak zjeść ciastko i mieć ciastko. I wtedy przyszedł COVID. Z dnia na dzień zniknęli turyści i związane z nimi uciążliwości oraz wpływy i dochody. Ciastko zniknęło, nie można go było ani zjeść, ani mieć. Dopiero od kilku tygodni Praga znowu jest otwarta dla spragnionych jej uroków i czeskiego piwa gości.

 

Niby wszystko…

… jest jak kiedyś, ale… Bar hotelowy zamykany jest o 22. Taki przepis, na szczęście niezbyt rygorystycznie przestrzegany. Aby obejrzeć mecz da się znaleźć otwarte tu i tam piwiarnie. O 4 nad ranem dyskotekowa muzyka dochodzi z wielu stron. Miasto znowu się bawi.

Wszystkie zabytki są na miejscu. Świeżo odrestaurowany Orloj pyszni się intensywnymi kolorami tarcz i blaskiem złoceń. Bez trudu można trafić na długie chwile, kiedy nikt go nie zasłania. Nawet rozstawić statyw do zdjęcia. Zegar to średniowieczny cud techniki zegarmistrzowskiej. Patrząc na jego cyferblaty można się poczuć się jak bardzo młody człowiek, jeszcze nie znający się na zegarku. Albo jak obserwator malowanych wrót. Jan Taborsky, XVI wieczny zegarmistrz, zatrudniony przez Radę Miasta do konserwacji i remontu w swoim sprawozdaniu podkreślił nawet, że szczególnie cenić sobie należy, że zegar nie ma zbędnych mechanicznych figur ku radości pospólstwa, ale reprezentuje wyłącznie czystą sztukę astronomiczną. Potomni jednak figurki dobudowali i dzisiaj 12 apostołów oraz alegoryczne przedstawienie Kostuchy, Turka, Marności i Chciwości bawi obserwatorów, nawet kiedy nie wszyscy rozpoznają alegorie. W każdym razie zewnętrzna czarna ruchoma tarcza z gotyckimi cyframi pokazuje czas słoneczny. Zaczyna się pół godziny po zachodzie słońca od 1 i rośnie do 24. Ruch tarczy zsynchronizowany jest ze zmiennym czasem wschodu i zachodu w ciągu roku.

Głowa Kafki, wysokości 11 m, podzielona na 42 warstwy też bawiła widzów ruchem. Każda z warstw obracała się niezależnie. Głowa dekonstruowała się tworząc różne przypadkowe kombinacje. Raz na jakiś czas wszystkie warstwy wracały na miejsce. Głowa znowu wyglądała jak głowa. A teraz się nie kręci! W ramach oszczędności mechanizm ma ożywać raz na godzinę przez 15 minut. Ale nic z tego! Głowa jak głowa. Ani drgnęła. Na szczęście odbicia nie zostały wyłączone i cały czas okoliczne budynki dekonstruują się w lustrzanych powierzchniach instalacji Davida Cernego.

                          Unieruchomiona głowa Kafki

 

Trochę gorzej…

… jest z inną rzeźbą Cernego ustawioną na dziedzińcu muzeum Franza Kafki. Chodzi o „Sikających”. Dwie figury o wysokości ponad dwóch metrów luzacko sikają do wypełnionej wodą wanny w kształcie mapy Czech. Jeden strumień skierowany jest na Pragę, drugi na Brno. Instalacja upamiętnia przystąpienie Czech do Unii Europejskiej. Przewrotna symbolika otwiera pole do szerokiej interpretacji. Czy ktoś olewa Czechy? Czy może gasi nadmierny entuzjazm nowego członka UE? Czy być w UE jest tak przyjemnie, jak spełnianie prostej czynności fizjologicznej bez skrępowania? Niestety Sikający zasłonięci są zamkniętą na łańcuch wysoką bramą. I tylko przez wąską szczelinę, z daleka można ich dojrzeć.

Tę niedogodność rekompensuje Most Karola, pusty jak nigdy.

Nie tylko o świcie, także wieczorem. Wykonane z piaskowca rzeźby wymagają okresowej konserwacji i kilka z nich jest nieobecnych. Niektóre to kopie. Kilka otacza gęsta siatka rusztowań. Czasem pojawi się jakiś czerwony dźwig budowlany. Zdjęcia maszkar przy bramie mostowej pokazują, jak czas obchodzi się z zabytkami. Ale i tak przejście o świcie przez cały pusty Most Karola przy zapalonych lampach to spełnione fotograficzne marzenie.

Maszkary bramne – 2014

Maszkary bramne – 2021

 

Tańczący Dom, liczący sobie już 25 lat, awangardowy budynek Vlado Mulinića i Franka Gehrego z tanecznym krokiem Freda i Ginger nic nie stracił ze swojej atrakcyjności sprzed epidemii, szczególnie w nocnej szacie. Podkreśla otwartość miasta na nowości i świetne wyczucie połączenia klasyki i współczesności. Praga chętnie promuje odważnych artystów i architektów. Każdy inwestor jest zobowiązany do przeznaczenia określonego procentu kosztów budowy na sztukę.

         Awangardowy budynek w nocnej szacie

                 Tanecznym krokiem przed Tańczącym Domem

 

Przykładem…

… zbudowana na terenach nieczynnej już fabryki silników lotniczych Walter nowa dzielnica mieszkaniowa i biurowa Valtrowka. Koniomotory ze śmigłami kręcą się na wietrze, ale tym razem wiatr zawiódł. Stojący w przejściu kolisto – łukowatego biurowca Speedy Man kiedyś błyskał czerwonymi i niebieskimi światłami niczym rządowy pojazd. Dzisiaj błyskotki wprawdzie nie działają, ale sama rzeźba i bez tego ma kosmiczny wygląd. Całość Valtrovki od zejścia ze stacji metra, przez wyremontowane budynki pofabryczne i nowe biurowce po budynki mieszkalne, małą architekturę, zieleń i place zabaw pokazuje, że kompleksowe podejście do rewitalizacji daje przyjemny dla oka i wygodny dla użytkowników efekt.

                                    Kosmiczny Speedy Man

           Śmigłokonie na Valtrowce

 

Tym razem planowaną na zimę wizytę w Pradze udało się zrealizować dopiero w czerwcu. Tylko o tej porze roku słońce wschodzi tak, że ładnym złotym światłem poranka eksponuje kilka praskich mostów. To trzeba zobaczyć. Chociaż wschód słońca jest o niehumanitarnej godzinie i zachód słońca tak późny, że niewiele czasu zostaje na sen. Ponadto 35°C w cieniu nie zachęca do dynamicznych wędrówek po rozpalonym mieście. Ratunkiem była Cistirna – nieczynna już oczyszczalnia ścieków. Grube mury i podziemia chronią przed upałem. Wewnątrz podziwiać można misterne, starannie wykonane konstrukcje z cegły oraz potężne, żeliwne maszyny, wypolerowane na błysk. Raj dla fotografa w środku dnia.

Malowniczo w Cistirnie

                                   Grube ceglane mury Cistirny

Praga otrząsa się z epidemicznego odrętwienia. Niezbyt liczni i żądni praskich atrakcji, głownie europejscy turyści jeszcze nie są uciążliwi, ale trochę pieniędzy zostawiają. Atrakcje dla ducha i ciała czekają w gotowości. Chociaż w niektórych aspektach można jeszcze odczuć pocovidową mgłę, to raczej nikt nie poczuje się wizytą w mieście zawiedziony.

Tekst i fot. Andrzej Gliwiak

                Ratuszowa wieża ze słynnym zegarem Orloj

Zostaw komentarz

Proszę wpisz swój komentarz
Proszę wpisz swoje imię