więcej coraz

0
605

Podmiot liryczny wyrzuca z siebie przekaz pełen impetu. W estradowej realizacji utworu ma on charakterystyczną chrypę. Z punktu rozpoznajemy pretensję i mobilizacyjną intencję pieśni, gdy słucha się zwrotek. W refrenie zaś pobrzmiewa ni to przestroga, ni nadzieja.

Kogoś mobilizuje, demobilizuje? Kogoś ostrzega?

 

Nie mów mi, kogo mam kochać
Z kim iść za rękę, nie mów mi
Nie mów mi, co jest nieprawda
A co jest prawda, nie mów mi
Jest nas więcej, coraz więcej nas

Nie mów mi, co jest nieważne
A co jest ważne, nie mów mi
Nie mów mi, kiedy mam cierpieć
A kiedy poświęcać życie swe
Jest nas więcej, coraz więcej nas
Jest nas więcej, coraz więcej nas

Prosiłam ciebie nieraz, nie oceniaj mnie
Prosiłam ciebie nieraz, pozwól mi żyć,
Nie oceniaj mnie, nie oceniaj mnie, nie oceniaj mnie
Przestań ze mnie kpić, nie oceniaj mnie, nie, nie, nie

Jest nas więcej, coraz więcej nas
Jest nas więcej, coraz więcej nas
Jest nas więcej, coraz więcej nas
Jest nas więcej, coraz więcej nas

Z jednej strony jest tu bunt jednostki. Kobiety. Jest jej sprzeciw wobec słów kogoś, kto wyraźnie narzuca się ze swoim rozumieniem miłości, prawdy, cierpienia, życia.
Kogoś, kto na dodatek ocenia i kpi.
To bardzo doskwiera, widać, bo słyszymy dokładnie ten sam apel i w innych wypowiedziach tego samego podmiotu lirycznego:

Ty na siebie patrz
I nie oceniaj mnie

Artyści powożą wypasione fury i spędzają urlopy za siedmioma górami, za siedmioma morzami.
Po latach nędzy i prlowskiego wyzysku rokendrolowcy świeżej daty mogą dać się w końcu fotografować wśród wypracowanych dostatków. Mogą odbierać nagrody i statuetki w blasku fleszy i wykrzykiwać swoją nienawiść w dowolną stronę – bez krępacji (Żyję tylko tym, by do****ć im).
Mimo to dokucza kpina i ocena, brak akceptacji. Powtarzające się natarczywe domaganie się nieoceniania może wskazywać jakąś skazę eksponowanej pewności siebie. Pozornej pewności siebie. Kruchość i wątłość sprzeczną z histerycznymi protestami: nie mów, przestań.

Któż to jest ten tak okropnie nachalny ktoś, że podmiot tak gwałtownie podnosi protest i tak głośno liczy szable (jest nas więcej, coraz więcej)?
Kim jest ten on? Raczej nie – ona, chociaż, kto wie? Nie oceniajmy jednak.
Wydziarany podmiot liryczny nie wydaje się być konserwatywnego poglądu na świat.
Czy przeciw jakiemuś pomarszczonemu zgredowi te wykrzykniki?
(Czy właśnie oceniamy, czy stwierdzamy tylko? Chcemy stwierdzić. Nie oceniać.).
Komu tak się stawia? Ten podmiot. Czy może – przed kim tak się maże?
Te pozy, wulgaryzmy, ostre brzmienia, duże tempa, gwałtowny gest – wszystko wskazywałoby na jakąś dziarską babę, co ma za nic jakiekolwiek rady, nakazy czy wzory dyktowane przez kogokolwiek (nieżyciowego dziadersa?).
Twardy facet z tego podmiotu lirycznego (podmiotowczyni lirycznej?) – by pomyśleć można.
Ale tekstu jakoś nie da się odebrać jako harde możesz mi skoczyć, lecz szukanie wsparcia.
Raczej błaganie, a nie okazanie, że to do niej – hardkorowej babki – należy ostatni krok. I słowo.
Podmiot liryczny najwyraźniej odrzuca wygłaszane propozycje, nakazy i rozróżnienia.
Te – wręcz odbierają życie. Do tego te oceny i kpiny, których widocznie podmiot sobie nie życzy.
Każda zwrotka zamknięta jest obserwacją – jest nas więcej, która chyba ma działać autoterapeutycznie. Może także być rozumiana jako pogróżka. Ostrzeżenie.
Narzucający się Wujek-dobra-rada bowiem może spotkać się z oporem podobnych podmiotowi lirycznemu, których przybywa. I przybywa. I przybywa.
Liryczne ja zyskuje, a przynajmniej liczy – na wsparcie, mnożące się zaplecze podobnych mu/jej. Odrzucających propozycje, rozróżnienia, nakazy.
Czyjeś nieznośne wtrącanie się w życie podmiotu lirycznego ma zapewne wzbudzić w odbiorcy odruch solidarności z jego oburzeniem i sprzeciwem. I mogłoby nawet zostać tak rozpoznane, może nawet, na zasadzie współodczuwania (dzisiaj: empatii) – wytworzyć podobne stany wśród przyrastającej liczby podobnych podmiotowi nas.
Mogłoby może doprowadzić do zamieszek, ulicznej ruchawki, wścieklizny ośmiu gwiazdek.

Mogłoby – gdyby nie fakt używania tego refrenu w telewizyjnej reklamie jednej z telefonii komórkowych.
Co silnie jednak tępi pazur sprzeciwu i osłabia moc przekazu zupełnie tak, jak więdnie artystyczny fejm Bruce’a – Bossa – Springsteena po jego sprzedaniu się Sony Music za jakieś kosmiczne dolary. Cenniejszy protest w całości czy odrąbany od niej ustęp na wagę złotego?
Artyści żyją z tego, że mają pod górkę.
Zupełnie jak krocząca wzwyż kolejnymi ekranami pieśniarka wyobrażająca przyrost klientów sieci.

I tantiem z tytułu użycia utworu w reklamie.

 

Adam Kowalczyk

 

(przytoczenia za Tekstowo.pl)

Zostaw komentarz

Proszę wpisz swój komentarz
Proszę wpisz swoje imię