O kulturze (albo szloch komiwojażerów)

0
461

Wprowadzenie do tych Kawiarenkowych rozmów dał tekst refrenu Zielonych Żabek z Jawora:
A kultura tu podobno jest/Świadczy o tym nasz wspaniały dom kultury. /Nawet z jego okien płynie nieraz jazz/To dlaczego jest jak jest – nie rozumiem?

To pieśń z czasów (1988 rok), gdy prl dogorywał (kulturalnie, politycznie, gospodarczo i w ogóle), ale muzycy mieli już od lat swoją alternatywną scenę w Jarocinie i nie musieli kontestować oficjalnych instytucji kultury (choć jak czytamy na Wiki: W 1988 roku w trakcie organizacji XIX edycji festiwalu został on oficjalnie wpisany do kalendarza kulturalnego Ministerstwa Kultury i Sztuki, co było formalnym usankcjonowaniem stanu faktycznego).

To nie mogło…

…się skończyć dobrze. Albo – skończyło się tak, jak większość przedsięwzięć z obywatelskością w nazwie: pospiesznym stawianiem kropki, zaskakującym wnioskiem, którego nie da się uznać za pointę, bo takiej być nie mogło. Z wielu powodów.
Po pierwsze – zaproszeni do rozmowy reprezentowali głównie dystrybutorów kultury, działaczy, opiekunów i animatorów. Głównie, bo dyrektor Jacek Głomb i gitarzysta Zielonych Żabek to w tym towarzystwie jedyni wytwórcy kultury. I był to kłopot, którego zrazu jakby nie zauważono, a wypłynął pod koniec dopiero, gdy zabrali głos odbiorcy kultury, w imieniu których jakoby wypowiadało się sześciu panelistów.
Kłopotliwy był także przebieg spotkania: każdy z zaproszonych wygłosił na temat własnej przygody z kulturą taki referat, że mógł zwalić z nóg słuchacza w dowolnym wieku.

Po drugie – pojemnym pojęciem kultura posługiwano się nad wyraz śmiało – lepiej chyba byłoby napisać bez namysłu i raczej w związku z tymi jej przejawami/wytworami, których konsumentem jest młodszy odbiorca (jego adwokatem, głównie – był Dawid Stefanik – więcej rapu, hiphopu i rocka!).

Kąśliwą…

…uwagę organizatorki, że na zaproszenia Kawiarenki nie pojawiają się w ogóle urzędnicy Ratusza (im to głównie chciano uzmysłowić palące potrzeby na odcinku kultury), którzy starają się usatysfakcjonować przede wszystkim starszych Legniczan swoją ofertą – trzeba by odeprzeć inną uwagą.
W Kawiarence tego wieczora nie pojawili się również odpowiedzialni za imprezy Legnica Cantat (kultura – czy nie kultura ?), legnickich koncertów w Katedrze (ostatnio, tak z pierwszej: K.A. Kulka, Maria Pomianowska, Igor Cecocho, Anna Maria Jopek – kultura – czy nie kultura?), odpowiedzialni za – gościnne wprawdzie, ale niezwykłej jakości koncerty Wratislawii (Jarosław Thiel – dyrygent Wrocławskiej Orkiestry Barokowej i soliści albo muzyka prowadzona przez Giovanniego Antoniniego – dyrygenta Il Giardino Armonico – tytułów nie przytoczę z miłosierdzia – kultura – czy nie kultura?).
Albo, tak dla równowagi pytaniem – czy ktokolwiek z narzekających panelistów tej lutowej Kawiarenki choć raz był na koncercie finałowym Drum Battle w szkole muzycznej, i – czy twórców tej imprezy także zapraszano bez skutku? Tak bym zapytał.
Na takie redukcyjne pojmowanie kultury sprowadzające ją do wytworów adresowanych do niektórych tylko młodych nieśmiało protestowali nieliczni starsi uczestnicy spotkania. Sprawiali swoimi głosami wrażenie – przynajmniej – nie zaniedbanych ofertą kulturalną Legnicy.
W ogóle średnia wieku tym razem była dość niska w porównaniu z Kawiarenką poświęconą przemysłowi czy migrantom.

Rozmowa trochę kulała…

…także z powodu wyraźnych prób narzucenia dyskursowi politycznego charakteru, choć o bliskie związki kultury i polityki narzekano silnie. Taki kurs najwyraźniej wskazywała buńczuczna zapowiedź – Czy Kawiarenka rozliczy działania władzy? W domyśle – obecnej władzy. Przy czym niektórzy mówiąc władza myśleli lokalnie, inni – centralnie. Były także połajanki – młodzi nie dostają swojego kawałka kultury, bo nie chodzą na wybory. Dlatego władze nie liczą się z nimi, a ze starszymi, którzy chodzą – już tak. Jakie to proste! Prawda?
Były też nawoływania do wybierania innych (cokolwiek to znaczy) politycznych opcji. Były dyrektor Galerii – Z. Kraska najwyraźniej lepiej czuł się w czasach, gdy w jego placówce eksponowano monstrancję z prezerwatywą albo już na odchodne jego dyrektorowania urządzono w Galerii autorski wieczór pani socjolog ze stolicy w anturażu radzieckości: chałwa ze słonecznika (czy to jeszcze wolno tak nazywać?), konfiety, Wilk i zając na dobranoc i czerwonych gwiazdek z sierpem i młotem – bez liku. Wiek uczestników tej imprezy był symptomatyczny i jasno wskazywał, na czyich emocjach wtedy zagrano, do kogo adresowana była książka. Inną (chyba równie kulturalną) imprezą było coś, o czym mówiła Monika Szpatowicz (ex – Galeria): Galeria postawiła na edukację, aby zmienić egalitaryzm (jak wyżej) murów Galerii. Owszem. Pamiętam, jak uczniom w wieku 12 lat zaproponowano zabawę w wytworzenie komiksu na temat Rosjanie wyjeżdżają z Legnicy – urodzonych w 2005 roku zachęca się do opowiadania historii z roku 1993. Bez komentarza.
Temperatura rozmów trochę podniosła się w Kawiarence, gdy do głosu doszła publiczność. Pewnej młodej damie nie spodobały się edukacyjne zapędy Galerii. Zaprotestowała wobec deklaracji kształtowania jej gustu. Jak wiadomo – de gustibus…, więc pouczono ją, że bez edukacji to w kulturze nie ma czego szukać. Co prawda, to prawda. Jednak przyjęty w tej reprymendzie protekcjonalny ton ujawnił także i to, że między tymi, którzy chcieliby mieć szerszą publiczność – i wpływ na szerszą publiczność, a tymi, którzy chcieliby znajdować w kulturze przyjemność – istnieje przepaść. Mówił o tym, i to nie raz – Jacek Głomb, że w pewnym momencie kierowania Teatrem porzucił myśli o badaniu zapotrzebowań swojej publiczności.

O disco polo…

…mówiono z rozgoryczeniem. A publicysta z zauważalnym poirytowaniem. Wydźwięk był jasny – to nie kultura. O odbiorcach – nie mówiono. No, może. Było: spęd.

Przyjemnym suplementem wieczoru miał być jam. Nie skorzystałem i wyszedłem przed, choć czerwony Stratocaster obiecująco zaczął się stroić w kąciku.
I to chyba była najlepsza z możliwych point – kultura zawsze wynikała z potrzeby jej robienia, z nadmiaru życiowej pary tych, których – czasami – nazywa się artystami.
A pretensje, gadanie o subsydiarności i dzierganie zawiłych zasad jej realizowania to tylko zbędny szloch.

 

Adam Kowalczyk

Zostaw komentarz

Proszę wpisz swój komentarz
Proszę wpisz swoje imię