O kolei

0
203

Piątą z kolei książkę Muzeum Miedzi  w serii Legnica na dawnych kartach pocztowych poświęconą kolei napisali do spółki Konrad Byś i Marek Żak. Panowie mają nominację do tytułu Legnickiej książki roku 2019 roku. Jest publikacją dopełniającą wystawę naszego muzeum  Tory historii 175 lat kolei w Legnicy.


Wydawnictwo przejrzałem pobieżnie o poranku, zaś na wieczór wybrałem się do Muzeum na spotkanie promocyjne pełne głównie niemieckobrzmiących nazw i niemieckich nazwisk.
Dolnoślązacy zamieszkujący ziemie odzyskane muszą się z  tym pogodzić, że w poniemieckim mieszkają, żyją, z poniemieckiego wyjeżdżają. Trudno.
Co krok to burmistrz, działacz, inżynier lub kapelmajster z niemieckim nazwiskiem.

Prowadzący wieczór Konrad Byś ze znawstwem i  ładnie opowiadał o legnickich dworcach.
Lokalizacji, budowie, rozbudowie, przebudowie. Od 1845 roku – do najnowszej przemiany dworca: wytargowanemu w 2018 roku neonowi – nazwie miasta nad wejściem.

Małym, naprawdę małym epizodem tej opowieści było napomknienie dotyczące  kolejowego dworca pod krótkotrwałym rządem Rosjan po wejściu do miasta. Jest nawet takie zdjęcie z 1945 roku, jak sołdaci z Mosinami na plecach coś pakują do wagonu. I okrągłe słowa o górach skonfiskowanych przez zwycięzców rowerów piętrzących się pod dworcem. Przypomniałem sobie gdzie indziej wyczytany tekst o tym, jak zwycięzcy ciągnęli ciężarówkami (czy czołgami?) ku dworcowi pianina i fortepiany, i jak obłamywały się  nie wytrzymujące tej podróży po bruku nogi legnickich Seilerów.
To wszystko było mienie zdobyczne. Zwykły rabunek, plądrowanie, rozkradanie – tu na dworcu dopełniało się ładowaniem na wagony.
Ciekawe, swoją drogą, czy współcześni Rosjanie napiszą książkę pt. Poniemieckie?
Ale kolej, jak się wydaje, stosunkowo łatwo opisać jako instalacje, infrastrukturę. Inaczej z ludźmi. Legnicka kolej po 1945 roku to ludzie, których ani na wystawie, ani w książce nie spotkamy. Tutejsi kolejarze pracowali od Legnicy aż po Węgliniec. A legnicka stacja ciągnęła się aż pod Miłkowice zasiedlone także w ogromnej części przez kolejarzy.
Zakaczawie tak zmitologizowane (by nie powiedzieć inaczej ) przez  Balladę…  naszego teatru – to dzielnica zasiedlona głównie, obok Cyganów – przez  kolejarzy.
Mieli  tu swój Dom Kultury (Kolejarz), przedszkole stojące naprzeciwko, szkołę dla pracujących w lokomotywowni (kiedy zbudowano lokomotywownię?) – najpierw tylko zawodową, później nawet  z technikum, własną przychodnię przy ul.Lenina (dziś Libana). Zakład ogrodniczy i stolarnię, która tak pięknie spłonęła pewnego niedzielnego poranka.

Uwaga historyka-muzealnika o zanikaniu modernistycznego charakteru  architektury i wystroju obecnego dworca głównego w Legnicy – zabrzmiała trochę jak żal nad różami…
PKP rozpadająca się na spółki, zdemolowana, likwidowana i zabijana rozwijającym się  zabójczym dla środowiska transportem samochodowym – większego warta żalu.
Pocieszające choć trochę jest to, że jak za tamtych niemieckich czasów, miasto uczestniczy
w podtrzymywaniu kondycji dworca i doprowadziło obiekt do takiego, jak obecnie wyglądu.
Jeden jeszcze żal wyrażę – nad brakiem dworcowej restauracji. Mimo bliskiej konkurencji Piasta, trwała i miała swój sznyt. W działającym naprzeciw dworca mlecznym barze jadło się szybko i mlecznie, ale na dworcu, jednak było klimatycznie. I to też jest – smaczny – kawałek legnickiej kolei.

Adam Kowalczyk

 

Zostaw komentarz

Proszę wpisz swój komentarz
Proszę wpisz swoje imię