Mam sentymentalną naturę

0
322

Z Jarosławem Marszewskim – reżyserem, scenarzystą pochodzącym z Wrocławia, rozmawia Marek Szpyra.

– Trzymam w ręku kasetę wideo z Twoim filmem „Szczury” (nagradzanym na międzynarodowych festiwalach), którą dostałem od Ciebie w prezencie,  w Legnicy, prawie trzydzieści lat temu. Trochę sentymentalnie…

– Faktycznie sentymentalnie zacząłeś, ale ja mam sentymentalną naturę, więc jestem wzruszony. To był mój trzeci krótkometrażowy film. Już jako siedmioletni chłopiec marzyłem, żeby zostać reżyserem. Ale tak poważniej zająłem się tym w liceum, kiedy trafiłem do klubu filmowego „FOSA”, kierowanego przez nieodżałowanego Janusza Nawojczyka. Do dyspozycji mieliśmy kamery 16mm. Tam zrealizowałem między innymi „Berliner tango”, który udźwiękowiałem już jako student. Dzięki „Szczurom” dostałem się do szkoły filmowej w Pradze. Egzaminy dobrze mi poszły. Pamiętam, że w komisji była między innymi, nieżyjąca już Vera Chitylova, legendarna reżyserka. Na egzaminie pytała mnie o styl wizualny, montaż i pracę operatora w „Do utraty tchu” Godarda.

– Dlaczego Praga?

– Fascynowała mnie filmowa, czeska Nowa Fala, czeska literatura. Dwa lata wcześniej do tej szkoły dostała się Joanna Czarnecka, reżyserka z Wrocławia i to ona pomogła mi złożyć papiery do Pragi. Mam sentyment do tego miasta, bliska jest mi jej magia, europejskość, historia. Myślę, że taką „czeskość” w moich filmach można zobaczyć w „Zgodnie z rozkładem” czy „Jutro będzie niebo”.

– Opowiedz o swojej przygodzie operowej…

– W Teatrze Wielkim w Łodzi, gdzie zrealizowałem „Carmen” i „Madame Butterfly”, poznałem włoskiego producenta Giuseppe Raffa. Okazało się, że on też przygotowuje „Madame Buterfly” w Pretorii, Południowej Afryce. I tak przypadkiem w rozmowie spytał mnie czy nie chciałbym z nim współpracować przy tym spektaklu. Oczywiście z entuzjazmem zgodziłem się. Dwa miesiące później byliśmy już w Pretorii i na stadionie realizowaliśmy spektakl. Epoka analogowa, ale spektakl już multimedialny. Dzięki tym kontaktom zrobiłem potem „Aidę” w Katarze. Również na stadionie. To było wydarzenie organizowane z okazji urodzin księcia Kataru, czyli wydarzenie rangi państwowej, transmitowane na żywo przez telewizję Al-Arabija na cały Półwysep Arabski. Oczywiście Książę zasiadał na widowni. Była to potężna lekcja pokory i różnic kulturowych. Trzeba zrozumieć ludzi pracujących w innej… filozofii pracy. Słyszałem tam często jak ludzie mówili „jutro na sto procent”. I tam nauczyłem się, że jak ktoś coś takiego obiecuje, to się nigdy nie wydarzy. Na przykład wcześniej obserwowałem operatorów kamer. Wyglądali na profesjonalistów. Poprosiłem ich o przyjazd, w dniu spektaklu, na konkretną godzinę. Oczywiście obiecali, że będą „na sto procent”, przyjechali z sześciogodzinnym spóźnieniem. No i żeby oszczędzić sobie ataku serca przed spektaklem, kamery musiałem ustawiać sam z asystentem. Ogarnięcie tego spektaklu kosztowało mnie ogrom nerwów ale też sporo przygód. Spektakl i transmisja przebiegały już bez zastrzeżeń, Książę był zadowolony. Sukces uczciłem puszką sprite kupioną w budce na plaży. Cenne doświadczenie.

– A serial „Klan”?

– To również szkoła, wręcz akademia rzemiosła realizacyjnego. Biegłości inscenizacyjnej, pracy z aktorem, myślenia skrótem. W dzisiejszym świecie niewiele jest czasu, żeby eksperymentować, zmieniać decyzje. Rytm pracy w takich serialach jest zupełnie inny. To tak jak w dobrej kapeli jazzowej. Mniej jest gadania, a muzycy doskonale są zgrani i wychodzi świetna muzyka.

Jarek Marszewski i Tomek Kot

– Dolny Śląsk jest obecny w Twojej pracy. Są aktorzy, jak m.in. Tomasz Kot czy Janusz Chabior, obaj pochodzący z Legnicy, Dariusz Maj, nawiasem mówiąc były muzyk punkowy i zapewne wielu innych. No i choćby serial „Kronika morderstw”, który przy okazji pokazywał nasz region…

– Bardzo ucieszyła mnie propozycja zrealizowania „Komisji morderstw”. Projekt bliski ze względu na moje rodzinne strony, ale też ze względu na magię Dolnego Śląska. Skumulowana potężna ilość piękna nie tylko we Wrocławiu, Kotlinie Kłodzkiej czy Legnicy. W całym regionie. Jest ten emocjonujący mrok, w którym można zrealizować wiele tajemniczych filmów. Nie przypadkowo kryminalna seria Marka Krajewskiego cieszy się powodzeniem. Niemal równolegle pracowałem wtedy nad „Bikini Blue” z Tomkiem Kotem.

– Jedno z Twoich ostatnich dzieł to „Młody Piłsudski”…

– Tak. Na premierze „Bikini Blue” pojawił się znany scenarzysta Jarosław Sokół (m.in. „Czas honoru”, „Pieniądze to nie wszystko”, „Statyści”, dwukrotny laureat Złotych Lwów – przyp. red.) i ponieważ film mu się spodobał, zaproponował mi współpracę, nie zdradzając jeszcze tytułu. Kilka miesięcy później zadzwonił i ruszyliśmy z realizacja. Nie bez przeszkód, bo musiał do mnie przekonać kilku ważnych ludzi. To był inny film, serial w porównaniu do tych które robiłem wcześniej. Po raz pierwszy robiłem film biograficzny, tym bardziej, że dotyczący postaci podręcznikowej. A myślę, że scenarzystom, a potem nam podczas realizacji udało się uniknąć tej „podręcznikowości”. Na tym polegało główne wyzwanie. Jeśli chodzi o kwestie estetyki, wizualne, również było mi to bliskie. Ten czas mnie fascynował. Czas wrzenia, bojówki, konspiracja itd. „Szczury” o których mówiliśmy na początku rozmowy są tego emanacją.

– Nad czym teraz pracujesz?

– Na co dzień są to produkcje telewizyjne, „Na dobre i na złe”. Świetna ekipa, znakomici realizatorzy, doborowa ekipa aktorska. Radość tam pracować. Natomiast jeśli chodzi o inne pomysły, to dwa lata temu na festiwalu w Londynie byłem z „Bikini Blue” i poznałem angielską producentkę, która zaproponowała współpracę. Już pracujemy nad tym filmem, opartym na prawdziwej historii, z wątkami kryminalnymi. Jest scenariusz, jest faza przygotowawcza. Oczywiście niewiele mogę zdradzić. Akcja toczy się w latach dwudziestych ubiegłego wieku w Warszawie i w Paryżu, który najprawdopodobniej kręcić będziemy w Budapeszcie. Powinniśmy niedługo rozpocząć zdjęcia…

– Dziękuję za rozmowę.

Fot. (arch. JM- Krzysztof Wiktor i Jarosław Sosiński )


Jarek Marszewski – reżyser i scenarzysta. Jego filmy otrzymały ponad 50 nagród na międzynarodowych festiwalach.

Studiował reżyserię na FAMU – Akademii Filmowej w Pradze, absolwent WRiTV UŚ w Katowicach oraz filologii angielskiej na Uniwersytecie Wrocławskim.

Jego etiudy krótkometrażowe i filmy zdobywały liczne nagrody na międzynarodowych festiwalach (m.in.: „Berliner Tango” – Grand Prix na World Short Film Festival w Huy, Belgia, 1995, Grand Prix na Non Commercial Film Festival, Berlin, 1996; „Szczury” – Grand Prix na Short Film Festival Brnenska „16”, Brno, Czechy, 1993).

Za „Jutro będzie niebo” – swój pierwszy film fabularny – otrzymał nagrody: za najlepszy debiut reżyserski na Troia International Film Festival w Setubal, Portugalia (2002) oraz Nagrodę Dziennikarzy na Festiwalu Młodzi i Film w Koszalinie, 2001. Film zdobył również nagrodę dla najlepszego aktora na FPFF w Gdyni, 2001.

Bikini Blue”, jego drugi film fabularny otrzymał ponad 50 międzynarodowych nagród, w tym: za najlepszy film zagraniczny na 18th Beverly Hills Film Festival 2018, za najlepszy film (Best of Fest) na Lost Angeles Film Awards 2017, New York Film Awards 2017, Festigious Film Festival 2017 (Los Angeles), London Eye Film Festival 2017 (UK), Fabrique du Cinema Awards 2017 (Rzym, Włochy), Directors Cut IFF 2017 (Vancouver, Kanada) i innych.

Realizuje także filmy seriale („MŁODY PIŁSUDSKI”, 2018/2019, „Komisja morderstw”, 2016), spektakle telewizyjne, opery („Aida”, Katar/Włochy dla TV Al Arabia, 2002; „Madame Butterfly”, RPA/Włochy dla TV SABC, 2000, „Czarodziejski flet”, Opera Podlaska, 2014). 

Zostaw komentarz

Proszę wpisz swój komentarz
Proszę wpisz swoje imię