Kot

0
700

Rozpisany w legnickim THM na głosy czarny rozdeptany kot przez przypadek według reżysera Pawła Palcata składa się ze zdań, z których każde mogłoby być powieszone nad łóżkiem jako cytat. No, tak.


Ale – po co te cytaty? I jeśli, to może gwoździem przybić książkę do ściany. Albo po prostu postawić na półce. Żart na otwarcie.
Nie czytałem tej powieści. To dobrze – czy źle? Obejrzałem jednak kolejne performatywne czytanie. Nie potrafię znaleźć metod transferowania narracji Filipa Zawady na sceniczne dzianie się. Czy to ważne? Wydaje się, że tak. Co zobaczyłem. Jak to zrobiono.

Scena, aktorzy, kontrabas. Nieco rekwizytów-zabawek. Elektronika i ekran-tło.
Bohater w alikwotach: pięcioro aktorów plus szósty w finale – autor, kompozytor, scenograf. Wyłonienie gromadki dzieciaków z jednego (jak rozumiem) powieściowego bohatera-narratora można odczytać jako zabieg sugerujący istnienie wspólnotowości, niepodzielności, czy też uniwersalności tego losu i wielogłosu. Ale, zauważmy, że – jak pokaże rozwój wydarzeń, wyłączeni są z tego chóru ci, którym w życiu przyżarło i los, czy przypadek podarował im zastępczą rodzinę.
Autor i za nim zafascynowany (czego nie ukrywa) reżyser wyposażył swojego bohatera w wyraźnie za duże: język i zestaw rozmaitych obserwacji – namiastkę światopoglądu wyrażanego w historyjkach opowiadanych przez poddawane opresji dziecko.
Może to tak jest jak z Szekspirem, że każde pokolenie musi mieć swoją wizję Hamleta, Makbeta, Leara. Może każdy rozdział ciągle kroczącej naprzód i ciągle nowszej nowoczesności musi mieć własnego prostaczka, aby dokonywał rozliczenia swojego świata według miar najprostszych: Golding dał więc Władcę much, Antoine Marie Jean-Baptiste Roger de Saint-Exupéry Małego Księcia, F.H. Burnett Tajemniczy ogród, Spielberg Imperium słońca, francuski tandem Mikołajka, Huelle Weissera, Miłosz Dolinę Issy, a Kolski Wenecję według Odojewskiego.
Ale tamtym dzieciakom jakoś łatwiej uwierzyć. Łatwiej niż bohaterowi Kota.
Opozycja: wrażliwe dziecko kontra dorosłe systemy ucisku to dość wytarty szlak. Wytarty i przez to śliski. Czasami biegnie pogodnie przez szkolne zeszyty (Przekrój) i zawadzi o codzienność (Kobieta i życie z niezapomnianą rubryką Satyra w krótkich majteczkach).
Tu jest inaczej. Głównie dlatego, że bohater to bękart (dość już książkowa i leciwa nazwa). Ale jest też ostra konfrontacja ze światem, która przebiega na dwu płaszczyznach: dziecko i system (czyli zakonnice prowadzące dom dziecka) oraz dziecko i dorośli (czyli pragnący adoptować dzieciaka).
Zakonnice są (oczywiście!) fałszywe (nadużywają alkoholu) i stosują wobec podopiecznych psychiczną przemoc (jakżeby inaczej?). Właściwie nie podopiecznych, bo to słowo sugerowałoby jakąś postać troski (opieka), raczej: przetrzymywanych. Stałe omawianie imienia Boga zastępczym naszym Panem w opowieści bohatera jest dwuznaczne i sugeruje jakiś rodzaj uzależnienia, uwięzienia.
Zakonnice mają, jak wszyscy, jakieś tajemnice (proteza nogi), ale nie są warte współczucia czy wyrozumiałości choćby, bo wrzeszczą i działają z pozycji silniejszego. Na dodatek zakłamanego.
Dorośli natomiast, którzy pojawiają się od czasu do czasu w sierocińcu, by wybrać do adopcji kogoś innego, zawsze będą wzbudzać niechęć takimi wyborami. Snują poza tym wstrętne plany: niektórzy chcą używać dzieci do pracy. To nie może się podobać. Dlatego życzy się im jak najgorzej – i dorosłym i ich wybrańcowi. Ale po cichu. Te złorzeczenia – zbombardowania Warszawy wraz ze znienawidzonym z powodu fartu kolegą mogłyby jakoś lokować w czasie historię. Dzisiaj największym kataklizmem mianuje się zapaść ekologiczną planety albo zbyt długie rządy PiS i Fideszu, natomiast bomba atomowa w świadomości dzieci to chyba jakieś dawne i mocno zimnowojenne czasy. Stąd też nie sponsor zafundował wyjazd nad morze tylko bardzo bogaty człowiek. Z drugiej strony, jak wyczytałem na witrynie wydawcy – Znaku, gdzie publikuje się fragmenty Kota, w szkole Franka żąda się od dzieci kaligrafowania (tak!), a jedna z babć Krystiana chodzi na jogę i do solarium, i zimy są raczej wietrzne niż śnieżne. Takie zawsze i nigdy, w sumie – niewiadomokiedy, stawia historię jakby poza czasem. I wiarygodnością. Bo sierociniec nie funkcjonuje przecież w Macondo.
Dzieci wypracowały własne systemy ocalenia. Złośliwe ksywki (Sadza – oczywiście dla Murzyna) wbrew strofowaniu i protestom zakonnic. Szatan – przekorne imię kota-znajdy, który zamieszkuje pod bokiem sług naszego Pana. Świadomość istnienia represji i zagrożeń, jakie czyhają na dzieciaki na okoliczność niesubordynacji, uczy ich milczenia i uporczywego znoszenia po cichu i po swojemu tej niewoli. Wyrastają więc pomału, jak im się zdaje – na uodpornionych i wycwanionych twardzieli jak od Hłaski. Dosadne wyrażenia bohatera jednak oznaczają raczej intensywność przeżyć i brak innego języka (zwykle mój język jest częścią, która należy do szatana). Zepsucie to tylko pozory. Widok morza odbiera siły i tamuje najmocniejsze słowa wobec czegoś, co nie ma końca.
Ta inwentaryzacja składników czytania pokazuje, jak rozpoznawalne figury wypełniają tę historię. Można powiedzieć, że to już było. Wielokroć było.

Inną rzeczą jest czytanie in actu. Technika THM odkrywa coraz to nowe sposoby prowadzenia czytań. Na bieżąco robiona na scenie syntetyczna muzyka koloryzuje historyjki w równoległej do tekstu linii dźwiękowej. Rysowane w tle sceny fale morza z kolonii dzieciaków to prosty numer, ale już punkt widzenia kota ulokowany w przenośnej kamerze, do której łasi się aktor, to ciekawe rozwiązanie, którym daje się wgląd w te niezepsute przecież dziecięce duszyczki. Chociaż takie wrażenie usiłuje stworzyć pięcioro aktorów w paradach – interludiach uzewnętrzniających nabuntowanie i złość. Nadąsane miny i cierpkie komentarze zresztą, wydają się czymś, co tygrysy lubią najbardziej – są chlebem powszednim drużyny. Ostatnio celuje w tym, grająca także w Kocie, Aleksandra Listwan, która nagrywała klipy na okoliczność #Hot16Challenge2 czyli wk.…wienia z powodu obostrzeń (dzięki ci Covid za to co robisz…), a potem tak zwanego strajku kobiet z czerwonym zygzaczkiem.
Z tytułem – kłopot. Rozdeptać czarnego kota to jak uniknąć niefajnej doli, jak rzucenie wyzwania losowi, wyzwolenie się od ciążącego fatum. Ale jest też cytat: wiem, że życie to sprawa bardzo delikatna. Trzeba je złapać za szyję tak, jak robią to koty z małymi kociętami. Tak, żeby nie udusić.

Zuza Motorniuk, Bartosz Bulanda, Robert Gulaczyk, Mateusz Krzyk oraz wspomniana Aleksandra Listwan współtworzą Franka – bohatera. Reżyserował Paweł Palcat.

Jak czytamy, w piątej części serialu Magdaleny Drab 5.0 dziecko dokona osądu świata dorosłych. Bardzo ciekawe.

Adam Kowalczyk

Zostaw komentarz

Proszę wpisz swój komentarz
Proszę wpisz swoje imię