Czego szuka Modrzejewska

0
1051

Modrzejewska szuka komedii. Więc Molier, więc Fredro, więc Levin – sprawdzone marki.
Przepróbowane, stare, pewne. Zapowiadany jako spektakl dla dzieci Golec rodzimej spółki PiK też jakoś zbliża się do tych repertuarowych poszukiwań.
Skąd ten wiatr? Ten kurs?


Polski teatr jest na koturnach. Poważny i robiony w ważnych sprawach. A my chcemy poszukać w nim elementów błazeństwa – mówi Łukasz Kos reżyserujący kolejny już raz performatywne czytanie na wirtualnej scenie THM. Właśnie komedii – Chorego z urojenia.

W przeprowadzonej kiedyś w Modjeskiej dyskusji zatytułowanej Misja czy wizja (czerwiec 2018r.) próbowano ustalić, trochę na marginesie głównego wątku, dlaczego teatr niekoniecznie pęka w szwach. Dyrektor Paweł Łysak ze stołecznego Teatru Powszechnego (Klątwa O.Frljicia) wziął trochę odpowiedzialność na siebie, tłumacząc, że wstąpił w stan małżeński.
Ale to chyba jednak nie to. Nie o to.
Zdaje się, że wówczas, w tej debacie o
wizji i misji zabrakło takiego głosu jak ten Łukasza Kosa, a przyczyn tego stanu rzeczy wypatrywano zupełnie gdzieś indziej.
Można by pomyśleć, że obecne szukanie elementów błazeństwa to coś nowego w Legnicy.
Był wprawdzie już wcześniej Mizantrop (wiosna 2007r.), ale wtedy do całej zgryźliwości Moliera (bardzo smutna komedia) Anna Wieczur-Bluszcz dofastrygowała jeszcze rodzimą frustrację wynikającą z prezydentowania Lecha Kaczyńskiego i premierowania Jarosława Kaczyńskiego, i śmiech legnickiej widowni, bardzo ekspresywny i zjadliwy mocno – nie z komizmu się brał molierowskich charakterów.
Oj, nie.
Przytoczone uzasadnienie Łukasza Kosa przypomina wyraźnie inną wypowiedź. Podobieństwo jest silne.
To było w listopadzie 2012 roku. Zrealizowano wówczas w THM, ale i LCK i V LO pomysł Dziękowania Bitlesom w rocznicę powstania zespołu. Okrągłą, pięćdziesiątą rocznicę, wypadającą tuż przed Świętem Niepodległości – 9. i 10. listopada. Koincydencja? Nie.
Wyprowadzone z idei przekształcania świata na lepszy uzasadnienie proponowane wtedy przez Jacka Głomba szło tak: My Polacy mamy problem z tym świętem. Obchodzimy go na poważnie, albo w kościele, albo pod pomnikami. Chcielibyśmy to zmienić, zaprosić do radosnej zabawy.
Czyż nie zbliżone?
Podobne spojrzenie i założenie: Polski teatr – w całości, Polacy – w ogólności. Trzeba coś poprawić, zmienić. W 2012r. poprawiano zwyczaj. Tradycyjnego, nudnawego sposobu świętowania. Okazywania czci. Zamieniano ją na radość. Więc pląs zamiast pokłonu. Patos i narodowe nudy – do lamusa.
Odtąd miało być wesoło. I niekoniecznie narodowo i ciasno, ale szeroko.
Jednak ksenofilia i ojkofobia nie przyjęły się.
Teraz Modrzejewska nie ma co na siebie włożyć. Przymierza nowy kostium? Szuka nowego emploi?
Czy ta próba zmiany lub rozszerzenia repertuaru ma prowadzić do zrealizowania marzenia Jacka Głomba o ludowości THM? Doktor Ireneusz Guszpit z Wrocławia usiłował swego czasu dość karkołomnie, i dlatego, w moim przekonaniu – nieprzekonująco, przeprowadzić dowód na ludowość Modrzejewskiej konstruując paralelę z objazdową działalnością Reduty J.Osterwy.

Sam dyrektor Głomb także przedstawiał niejednokrotnie własne rozumienie ludowości legnickiego teatru:
i profesor, i fryzjerka, i sprzedawczyni mają przyjąć i smakować Obozową komedię i Makbeta, i Hymn narodowy, i Snarka. Może więc to o ludowość?
A z innej mańki – przychodzi do głowy pytanie, czy obecne poszukiwanie elementów błazeństwa jest wynikiem pandemicznego zamknięcia teatru? Gdyby nie przyszły te obostrzenia, czy teatr byłby skory do tych poszukiwań? Ciekawe.
Polski teatr jest na koturnach. Kostiumografia Modrzejewskiej, idąc za garderobianą terminologią Łukasza Kosa – postawiła teatr na koturny nie w czołobitności dla tradycji antyku ani chęci jej karykaturowania. Jeśli ta opinia miałaby dotyczyć całego polskiego teatru jako powszechna próba diagnozy, to czy Teatr Modrzejewskiej, podobnie jak po ogłoszeniu niegdyś Manifestu Kontrrewolucyjnego usiłuje stać się dzisiaj jakąś nową awangardą? Hm. Od lat, które w związku z konkursem na stanowisko dyrektora teatru liczy się głośno i demonstracyjnie – koturnowość (teatr poważny i w poważnych sprawach) jest dystynktywną właściwością THM. Silnie określoną w dużym stopniu przez okoliczności społeczne i polityczne. I jest to właściwość, dodajmy, na której wykształcenie, jak się zdaje – głównie miał wpływ dyrektor Jacek Głomb.
Może więc obecne
szukanie komedii mogłoby być tylko wprowadzaniem pewnej korekty?
Z uwagi na rozłąkę z żywą publicznością – mogłoby to oznaczać poszukiwanie sposobu podtrzymywania kontaktu z widownią. A może więcej – wytwarzanie nowego sposobu kontaktowania się, i w konsekwencji – istnienia teatru, niekoniecznie, z uwagi na komediowość (co nie oznacza wcale:
łatwość) uproszczonego, bo filmowe realizacje ze sceny wymagają jednak od widza wzbogacenia kodów recepcji sceny teatralnej także o doświadczenia narracji filmowej.
Od innej strony rzecz biorąc,
szukanie komedii przez Modrzejewską trafia w czas okołokonkursowej burzy. Czy istnieje taki związek? Kolejna koincydencja?
Jest jeszcze i inny trop.
Komedia miałaby pojawić się na scenie,
aby dodać otuchy zarówno widzom, jak i sobie – jak napisał szef @ktu, a ogłoszony na fejsbukowym teatralnym afiszu Chorego z urojenia slogan mówi o odporności zwiększanej śmiechem. To pachnie trochę apteką. Φάρμακο wszakoż, choć brzmi jakby swojsko i do apteki właśnie albo lekarstwa podobne – oznacza narkotyk. Niekoniecznie świadectwem, raczej poszlaką kierującą w stronę myśli o pewnym uzależnieniu mógłby być jeden z komentarzy do Chorego z urojenia, w którym, o prostoto!, za odwagę (czyją? – na litość!) uznane zostało użycie ośmiu gwiazdek. Wydawałoby się – nieświeżego trupa z finału prezydenckiej kampanii 2020 roku. Ale to trup na baterię jak się okazuje. I nawet gdyby był to przypadek, błąd, złudzenie odbiorcy, pomyłka w liczeniu, to pragnienie, aby THM grał tę grę – jest silne. Wolno jednak sądzić, że w inscenizacjach Łukasza Kosa nie ma miejsca na przypadki.
Są więc powody (słabe, lecz uzasadnione) do myślenia o trwałości tamtego natręctwa, które w 2007 roku wibrowało na scenie Modrzejewskiej w
Mizantropie recenzowanym przez Krzysztofa Kucharskiego tak: żyjemy w kraju przesiąkniętym obłudą na każdym szczeblu, nie tylko władzy. Zachwyt wyrażony dzisiaj w komentarzu pewnej S.S. oznacza, że tamta opinia Krzysztofa Kucharskiego wciąż dogadza odbiorcom Modrzejewskiej. I że te gry sceny z widownią stale są podsycane. Czy w realu, czy wirtualnie.
I może się okazać, że pod dostojnym chitonem przyzywanej i poszukiwanej Talii – skrywa się Megajra (może być Megiera). Starożytny upierd. Po liftingu.
W tej samej recenzji Krzysztofa Kucharskiego (prawdą jest, że czytam je z upodobaniem) znajdujemy i takie coś:
Wygląda na to, że ludzie nigdy nie poddawali się autoanalizie, a krytykę, czy choćby tylko inne zdanie, zawsze odrzucali.
Cóż – racja.

Czego szuka Modrzejewska?

Adam Kowalczyk

Zostaw komentarz

Proszę wpisz swój komentarz
Proszę wpisz swoje imię